Home  |  Królik  |  Papuga  |  Kanarek  |  Owczarek  |  Redakcja  |  Klub  |  Kontakt      

  • Home
  • Królik
  • Papuga
  • Kanarek
  • Gryzonie
  • Działka
  • Co nowego
  • Galeria  I
  • Galeria  II
  • Galeria  III
  • Mapa strony
  • Forum Trunia
  • Serwis Trunia
  • Zrób stronę
  • Przyjaciele
  • Literatura
  • Webcam
  • Zapytania
  • Redakcja
  • Lekarze
  • Ustawy
  • Banery
  • Humor
  • Ebook
  • Quiz
  • Linki
  • E-mail
  • Ludwinów
  • Ułani
  • Galeria Ułani
  • Galeria Ułani I
  • Album 1932
  • Wojsko 68-70
  •    

    Żołnierze Niezłomni - Wyklęci

    Wiedza o tych bohaterskich żołnierzach, do końca wiernych Rzeczypospolitej, jest jednak nadal zbyt mała, a nazbyt wypaczona i zresztą wypaczana nadal.

    Już w roku 1943 w związku z niemieckimi klęskami na wschodnim froncie dowództwo AK rozpoczęło tworzenie struktur na wypadek okupacji przez ZSRR. Powstała organizacja NIE łącząca struktury cywilne i wojskowe, mająca na celu samoobronę i podtrzymywanie morale polskiego społeczeństwa w oczekiwaniu na wojnę Zachodu z ZSRR. Organizacja ta jednak została znacznie osłabiona w wyniku akcji „Burza” i Powstania Warszawskiego. Dodatkowym ciosem było aresztowanie dwóch najważniejszych osób w konspiracji: gen. bryg. Emila Fieldorfa i gen. bryg. Leopolda Okulickiego. 7 maja 1945 rozwiązano NIE i powołano nową organizację: Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj, która przetrwała kilka miesięcy i została zastąpiona Ruchem Oporu bez Wojny i Dywersji „Wolność i Niezawisłość”.

    Polskie powojenne podziemie niepodległościowe i antykomunistyczne – antykomunistyczny, niepodległościowy ruch partyzancki, stawiający opór sowietyzacji Polski i podporządkowaniu jej ZSRR, toczący walkę ze służbami bezpieczeństwa ZSRR i podporządkowanymi im służbami w Polsce.

    Sytuacja, w której znalazły się organizacje niepodległościowe, była skrajnie ciężka: w kraju szalał terror NKWD i polskich służb bezpieczeństwa, zachodnie mocarstwa przestały uznawać Rząd RP na uchodźstwie, a od działań Delegatury odciął się premier Stanisław Mikołajczyk szukający możliwości kompromisu z komunistami. WiN zamierzało unikać konfrontacji i walk, a skupić się na metodach politycznego i propagandowego wpływu na społeczeństwo. W zbliżających się wyborach poparto jedyną legalną opozycję: Polskie Stronnictwo Ludowe. W rzeczywistości jednak poakowskie oddziały, nastawione na walkę zbrojną, nie potrafiły i nie chciały przestawić się na działalność cywilną. W największym okresie działalności organizacja liczyła 25-30 tys. ludzi.

    Podstawowe organizacje :

    Armia Krajowa Obywatelska
    Armia Polska w Kraju
    Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj
    Konspiracyjne Wojsko Polskie
    Narodowe Siły Zbrojne po 1944 roku
    Narodowe Zjednoczenie Wojskowe
    NIE
    Ruch Oporu Armii Krajowej
    Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza Warta
    Wolność i Niezawisłość
    Wolność i Sprawiedliwość

    Liczbę członków wszystkich organizacji i grup konspiracyjnych szacuje się na 120-180 tysięcy osób[1]. Ostatni członek ruchu oporu – Józef Franczak ps. „Lalek” z oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka” – zginął w obławie w Majdanie Kozic Górnych pod Piaskami (woj. lubelskie) osiemnaście lat po wojnie – 21 października 1963 roku. W praktyce jednak większość organizacji zbrojnych upadła na skutek braku reakcji mocarstw zachodnich na sfałszowanie przez PPR wyborów do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947 i powyborczej amnestii, po której podziemie liczyło nie więcej niż dwa tysiące osób.

    Uczestnicy ruchu partyzanckiego określani są jako „żołnierze wyklęci”, „żołnierze drugiej konspiracji” czy jako „żołnierze niezłomni”. W czasach PRL ogół jednostek antykomunistycznych określany był jako reakcyjne podziemie. Określenie „żołnierze wyklęci” powstało w 1993 – użyto go pierwszy raz w tytule wystawy Żołnierze Wyklęci – antykomunistyczne podziemie zbrojne po 1944 r., organizowanej przez Ligę Republikańską na Uniwersytecie Warszawskim. Jego autorem był Leszek Żebrowski. Stanowi ono bezpośrednie odwołanie do listu otrzymanego przez wdowę po jednym z żołnierzy podziemia, w którym, zawiadamiając o wykonaniu wyroku śmierci na jej mężu, dowódca jednostki wojskowej pisze o nim: wieczna hańba i nienawiść naszych żołnierzy i oficerów towarzyszy mu i poza grób. Każdy, kto czuje w sobie polską krew, przeklina go – niech więc wyrzeknie się go własna jego żona i dziecko. Termin „żołnierze wyklęci” upowszechnił Jerzy Ślaski, publikując książkę o takim tytule.

    W walkach podziemia z władzą zginęło około 15 tys. ludzi, w tym około 7 tys. członków podziemia.

    Miejsce gdzie wrzucane były ciała ofiar więzienia mokotowskiego na tzw „łączce” znajduje się na Cmentarzu Cywilnym – Powązki. Na miejscu tym urządzono kompostownie … a potem śmietnik… W 1964r włączono do Cmentarza Wojskowego i nadano nazwę Cmentarz Komunalny Powązki.


    Walki zbrojne :

    Akcje większości oddziałów podziemia antykomunistycznego były wymierzone w oddziały zbrojne UB, KBW, MO. Podziemie prowadziło również akcje ekspropriacyjne. Największą zorganizowaną jednostką prowadzącą na terenie powojennej Polski również regularne walki z siłami bezpieczeństwa była 6 Wileńska Brygada (WiN). Działania przeciw siłom bezpieczeństwa prowadził również m.in. wielkopolski oddział Antoniego Fryszowskiego: atak na spółdzielnię Samopomocy Chłopskiej w Wierzbinku (wrzesień 1946) i atak na spółdzielnię SCh w Mostkach (maj 1947).

    Żołnierze wyklęci na Kresach Wschodnich :

    Podziemie niepodległościowe aktywnie działało na przedwojennych ziemiach polskich włączonych oficjalnie w 1945 do ZSRR, szczególnie na ziemi grodzieńskiej, nowogródzkiej i wileńskiej. Wśród oddziałów podziemia operujących na tym obszarze był m.in.: oddział płk. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicz”, cichociemnego, dowódcy Okręgu Nowogródzkiego AK, oddział ppor. Czesława Zajączkowskiego „Ragnera” walczący w Nowogródzkiem, oddział por. Jana Borysewicza ps. „Krysia”, „Mściciel”, oddział ppor. Anatola Radziwonika „Olecha” operujący na ziemi lidzkiej, oddział ppor. Mieczysława Niedzińskiego „Mena” walczącego na Grodzieńszczyźnie. Jednym z ostatnich polskich żołnierzy czynnie walczących na Kresach był Hryncewicz ps. „Bogdan” pochodzący spod Lidy. Został ujęty w sierpniu 1953 i później zamordowany. Rotmistrz Zdzisław Szyłeyko w swojej pracy Lepsza strona czasu będącej wspomnieniami z walk partyzanckich na polskich Kresach podaje, że we wrześniu 1955 zginął na Wileńszczyźnie w walce z Sowietami partyzant z oddziału „Kmicica” – Franciszek Polakiewicz ps. „Ben Hur”.

    Represje NKWD i bezpieki :

    NKWD i bezpieka walczyła z konspiracją niepodległościową podstępnymi metodami. Już w 1945 roku po aresztowaniu Jana Mazurkiewicza ps. „Radosław” utworzono tzw. Centralną Komisję Likwidacyjną AK. „Radosław” zwrócił się do AK-owców z apelem o ujawnienie się i skorzystanie z amnestii. Była ona jednak podwójnym oszustwem – nie dość że obiecywała „łaskę”, mimo iż żołnierze AK nie popełnili przestępstw przeciwko narodowi, to jeszcze ubecy mieli tajną instrukcję, by ujawniających się AK-owców po ich ewidencji „internować i odosobnić”. W 1945 roku ujawniło się ok. 50 tys. żołnierzy podziemia. Taktykę tę powtórzono również w amnestii z 1947 roku, ujawniło się wtedy 76 774 osób. Zebrana w toku przesłuchań wiedza posłużyła do późniejszych represji wobec ujawnionych i dotarcia do osób nadal prowadzących walkę.

    Wiarołomne obietnice, groźby i tortury bezpieki okazały się główną bronią w walce z dowództwem antykomunistycznego podziemia. I Zarząd WiN pojmano, gdy szef Departamentu Śledczego MBP Józef Różański obiecał aresztowanej kurierce Emilii Malessie, że nikomu nic się nie stanie. Kurierka natychmiast podjęła próby interwencji, domagając się dotrzymania umowy i uwolnienia ujawnionych przez nią żołnierzy podziemia, ale nie przyniosło to żadnego skutku. W 1949 roku w akcie protestu i rozpaczy popełniła samobójstwo. Aresztowany prezes I Zarządu WiN Jan Rzepecki, mimo iż krytykował Jana Mazurkiewicza, zawierzywszy gwarancjom śledczych MBP o nierepresjonowaniu ujawnił wszystkich swoich współpracowników i nawoływał do ujawnienia się pozostałych członków WiN-u.

    Również szef IV Zarządu WiN podpułkownik Łukasz Ciepliński został zmuszony torturami i obietnicami do zdekonspirowania współpracowników. Po likwidacji IV zarządu UB utworzyło w ramach operacji Cezary fikcyjny V Zarząd WiN, którego głównym celem była dezinformacja wywiadów zachodnich.

    W sumie zdaniem prof. Jana Żaryna ponad 20 tysięcy żołnierzy zginęło bądź zostało zamordowanych skrytobójczo lub w więzieniach NKWD i UB, część wywieziono na Wschód, wielu skazano na kary pozbawienia wolności. W końcu lat 40. i na początku 50. ponad 250 tys. ludzi więziono i przetrzymywano w obozach pracy.

    Kwestia antysemityzmu i akcje przeciwko mniejszościom :

    Część badaczy żydowskich i przedstawicieli tej społeczności reprezentuje pogląd głoszący, że podziemie antykomunistyczne było antysemickie i odpowiedzialne jest za mordy na Żydach. Podnoszona przez organizacje żydowskie kwestia antysemityzmu wśród Żołnierzy Wyklętych mogła być związana z dużym udziałem Żydów i osób pochodzenia żydowskiego w kierownictwie UB, co potwierdził w swoich badaniach Instytut Pamięci Narodowej. Zdaniem socjolog Barbary Engelking-Boni podziemie antykomunistyczne w swojej propagandzie często posługiwało się przedwojennymi wątkami antysemickimi i stereotypem żydokomuny.

    Historyk Maciej Korkuć wskazuje na fakt strzelania do kilkunastu żydowskich cywili przez podkomendnych Józefa Kurasia „Ognia” w okolicy Krościenka, jednak podkreśla, że akcja określona przez niego jako zbrodnia nie była rozkazem „Ognia”. Socjolog Jan Tomasz Gross podaje, że oddział Kurasia zamordował wówczas 11 osób, raniąc 7. W 1946 lub 1945 (zależnie od źródeł) roku doszło do antysemickiego pogromu w Parczewie, gdzie oddział WiN Leona Taraszkiewicza zabił 3 Żydów (mogli być oni pracownikami MO lub UB). Żołnierze WiN dokonali grabieży sklepów i mieszkań żydowskich. Informacje o planowaniu zbrodni pojawiają się nawet w spisanej w 1948 roku kronice oddziału, która przyznaje o istnieniu planu rozgromienia żydowskiej ludności Parczewa. Do pogromu włączyła się też ludność cywilna[20]. Do pogromu dojść miało ze względów zarówno ideologicznych, jak i rabunkowych. 20 czerwca 1945 roku w jednostka NSZ w Żelechowie zabiła trójkę Żydów, wcześniej 11 czerwca oddział ten zabił grupę „polskich działaczy demokratycznych”, wśród których znalazło się kilku Żydów. Według świadka zabitych później osób szukano jako Żydów. Według wyliczeń Józefa Adelsona akcja pociągowa współorganizowana przez NSZ pochłonęła życie 200 Żydów. Zdaniem Marka Edelmana członkowie podziemia w czasie tej akcji wyciągali z pociągów głównie Żydów.

    Na przełomie stycznia i lutego 1946 Romuald Rajs ps. „Bury”, stojący na czele oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS) Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dokonał serii zbrodni na ludności białoruskiej w Zaleszanach (16 zabitych), Wólce Wygonowskiej (2 zabitych), Puchałach Starych (30 zabitych) oraz Zaniach i Szpakach (31 zabitych). Niektóre z nich IPN określił jako niosące znamiona ludobójstwa. 30 stycznia 2011 roku na Podlasiu oddano hołd 79 ofiarom tych zbrodni. Oficerem NZW współodpowiedzialnym za zbrodnię w Piskorowicach na ludności ukraińskiej był Józef Zadzierski. 6 czerwca 1945 roku oddział Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem Mieczysława Pazderskiego dokonał zbrodni w Wierzchowinach, mordując tam 196 osób pochodzenia ukraińskiego.






    Źródło : Sławomir Poleszak, Rafał Wnuk
    http://wykleci.ipn.gov.pl/zw/historia/3821,Zarys-dziejow-polskiego-podziemia-niepodleglosciowego-1944-1956.html

    Zarys dziejów polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956

    W styczniu 1944 r. na Wołyniu wypierająca wojska niemieckie Armia Czerwona przekroczyła przedwojenną granicę polsko-sowiecką i zetknęła się z atakującymi - w ramach akcji „Burza” - wycofujących się Niemców oddziałami AK. Po okresie współpracy z sowieckimi oddziałami frontowymi nastąpiły pierwsze rozbrojenia oddziałów AK, aresztowania dowódców, wcielanie obywateli polskich do Armii Czerwonej i podporządkowanych komunistom polskich formacji wojskowych. Scenariusz ten powtarzał się później wielokrotnie na wszystkich obszarach, przez które przetaczał się front. Takie postępowanie strony sowieckiej sprawiło, że na terenach wyzwolonych spod okupacji niemieckiej członkowie konspiracji niepodległościowej szybko zmieniali swoją ocenę roli ZSRR. Dotychczasowa mieszanina nadziei i niepewności, wyrażająca się w oficjalnym określaniu ZSRR jako „sojusznika naszych sojuszników”, ustępowała przekonaniu, iż nadchodzi czas kolejnej okupacji. Działania Sowietów wykazały jednoznacznie, że nie mają oni zamiaru tolerować jakichkolwiek niekontrolowanych przez nich organizacji polskich.

    21 lipca 1944 r. Armia Czerwona sforsowała Bug, przekraczając narzuconą przez ZSRR i zaakceptowaną w Teheranie i Jałcie przez Winstona Churchilla i Franklina Delano Roosevelta nową granicę polsko-sowiecką. 22 lipca, w momencie zajęcia Chełma - pierwszego ważniejszego miasta po zachodniej stronie Bugu - moskiewskie radio podało komunikat o utworzeniu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. To zaprojektowane przez Józefa Stalina gremium otrzymało prerogatywy władzy wykonawczej. Związek Radziecki, który w kwietniu 1943 r. zerwał stosunki z rządem RP w Londynie, natychmiast uznał PKWN za partnera mającego prawo do administrowania krajem i reprezentującego Polskę na arenie międzynarodowej.

    Po półrocznej przerwie, w styczniu 1945 r. wojska sowieckie znowu ruszyły do ofensywy i w połowie tego miesiąca Niemcy zostali wyparci niemal z całego terytorium przedwojennej Polski. Formalne przesłanki, dla których powołano AK, przestały istnieć. Pozostawanie w podziemiu stworzonej do walki z Niemcami organizacji mogło być i było interpretowane przez Stalina jako wymierzone przeciwko Armii Czerwonej, a zatem sprzyjające Niemcom. Dlatego też 19 stycznia 1945 r. komendant główny AK gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” wydał rozkazy rozwiązujące AK. Warto poświęcić im więcej uwagi. W rozkazie skierowanym do wszystkich żołnierzy czytamy: „Postępująca szybko ofensywa sowiecka doprowadzić może do zajęcia w krótkim czasie całej Polski przez Armię Czerwoną. Nie jest to jednak zwycięstwo słusznej sprawy, o którą walczymy od roku 1939. W istocie bowiem - mimo stwarzanych pozorów wolności - oznacza to zmianę jednej okupacji na drugą, przeprowadzoną pod przykrywką Tymczasowego Rządu Lubelskiego, bezwolnego narzędzia w rękach rosyjskich. [ ... l Obecne zwycięstwo sowieckie nie kończy wojny. Nie wolno nam ani na chwilę tracić wiary, że wojna ta skończyć się może jedynie zwycięstwem słusznej Sprawy, triumfem dobra nad złem, wolności nad niewolnictwem. Zwalniam Was z przysięgi i rozwiązuję szeregi AK”. W tajnym rozkazie z tego samego dnia, skierowanym wyłącznie do najwyższych dowódców AK, gen. Okulicki nakazywał: „W zmienionych warunkach nowej okupacji działalność naszą nastawić musimy na odbudowę niepodległości i ochronę ludności przed zagładą. [ ... ]AK zostaje rozwiązana. Dowódcy nie ujawniają się. […] Zachować małe dobrze zakonspirowane sztaby i całą sieć radio. Utrzymać łączność ze mną i działajcie w porozumieniu z aparatem Delegata Rządu”'. Dokumenty te zamykały formalnie działalność AK, otwierając jednocześnie drogę do powołania nowej organizacji, opartej na zachowanej sieci dowództw i łączności. Pierwszy z rozkazów był apelem o kontynuowanie walki o niepodległość. Komendant główny AK wysyłał swym podkomendnych wyraźny sygnał, że walka - w innej formie organizacyjnej - będzie kontynuowana.

    Choć od stycznia 1945 r. cały obszar II RP znalazł się pod kontrolą sowiecką, to warunki pracy konspiracyjnej były bardzo zróżnicowane. W szczególnie ciężkiej sytuacji znaleźli się Polacy na terenach włączonych do ZSRR. Podczas okupacji niemieckiej ruch podziemny na wschodzie kraju był zdominowany przez AK, występujące w Polsce centralnej zróżnicowanie nurtów konspiracyjnych nie miało tam miejsca. Wytyczona na mocy porozumienia między przedstawicielami PKWN i ZSRR z 27 lipca 1944 r. polsko-sowiecka granica szczelnie oddzieliła struktury AK funkcjonujące na obszarach sowieckiej Ukrainy, Białorusi i Litwy od dowództwa w Polce centralnej. Podtrzymywanie stałej łączności pomiędzy ziemiami włączonymi do ZSRR okazało się niewykonalne. Konspiracja polska funkcjonowała tu w warunkach daleko trudniejszych niż podziemie działające na terytorium powojennej Polski, co rzutowało na kształt organizacji.

    Po aneksji ziem wschodnich II RP władze sowieckie dążyły do wysiedlenia stamtąd Polaków i wprowadzenia do opuszczanych mieszkań i gospodarstw Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. W rezultacie Polacy znaleźli się pod presją nie tylko władz sowieckich, ale i części niepolskiego otoczenia. Od sierpnia 1944 r. do maja 1945 r. głównym zadaniem rozformowywanej AK było podtrzymywanie morale ludności polskiej, wobec której nacisk wywierała organizująca wyjazdy do Polski centralnej i na ziemie poniemieckie administracja sowiecka. Na terenach włączonych do USRR, czyli w Galicji Wschodniej i na Wołyniu, na pierwszy plan wysuwała się obrona Polaków przed Ukraińską Powstańczą Armią, która mordując ludność cywilną, starała się zmusić tamtejszych Polaków do wyjazdu. Rozbrajanie przez wkraczającą od stycznia 1944 r. Armię Czerwoną oddziałów AK, zapewniających względne bezpieczeństwo ludności, doprowadziło do masowej ucieczki większości polskich mieszkańców. W drugiej połowie 1944 r. szkieletowa siatka AK istniała jedynie w zachodniej części Wołynia', podtrzymywała ona łączność kurierską z dowódcami wołyńskiej AK przybywającymi na Lubelszczyźnie'. W marcu 1945 r. funkcjonariusze NKWD aresztowali ostatnich dowódców wołyńskiej AK i ostatecznie ją rozbili.

    Nieco dłużej przetrwało polskie podziemie w Galicji Wschodniej. Jesienią 1944 r. aresztowania dokonywane przez funkcjonariuszy NKWD i działalność zbrojna UPA zmusiły wielu członków AK do opuszczenia swych miejscowości i ewakuacji do tzw. Polski Lubelskiej (czyli terenów administrowanych przez PKWN). Główne siły partyzanckie lwowskiej AK przerzucone zostały na Rzeszowszczyznę'. Na ziemiach włączonych do USRR aktywność grup partyzanckich całkowicie zamarła. Istniały jedynie oddziały samoobrony, których zadaniem była ochrona przed UPA.

    W styczniu 1945 r., po rozwiązaniu AK, polskie podziemie w Galicji Wschodniej zaczęło działać pod nazwą „Niepodległość” („NIE”). Na początku 1945 r. organizacja „NIE” zrzeszała 5-7 tys. ludzi. Z upływem czasu, na skutek wyjazdu ludności do Polski centralnej, kadra ta topniała. Postanowienia konferencji poczdamskiej, które przypieczętowały aneksję ziem wschodnich II RP przez ZSRR, spowodowały, że dowództwo „NIE” wydało rozkaz ewakuacji kadr z tzw. Zachodniej Ukrainy. Do października 1945 r. niemal wszyscy członkowie organizacji przedostali się do Polski w jej powojennych granicach. Ostatni dowódcy, w tym komendanci okręgów, wyjechali ze Lwowa w grudniu 1945 r. Część konspiratorów kontynuowała działalność w Polsce zachodniej i centralnej. W 1946 r. na Ukrainie polskie podziemie już nie istniało.

    Odmiennie potoczyły się wydarzenia na ziemiach północno- wschodnich II RP. W lipcu 1944 r., gdy na Wileńszczyznę, Nowogródczyznę i Grodzieńszczyznę dotarły jednostki sowieckie, tamtejsze oddziały AK, liczące kilkanaście tysięcy żołnierzy, w ramach akcji „Burza” wystąpiły zbrojnie przeciwko Niemcom. Po okresie wspólnej walki dowódcy AK przystąpili do rozmów z oficerami Armii Czerwonej. Ich celem było uzgodnienie dalszej współpracy wojskowej. Jednak w końcu lipca 1944 r. wojska sowieckie rozpoczęły rozbrajanie jednostek AK; internowano i wywieziono w głąb ZSRR ponad 6 tys. akowców z tego terenu. Kolejne fale prowadzonych przez NKWD aresztowań, ucieczka części konspiratorów do Polski centralnej oraz rozpoczęta przez władze sowieckie tzw. repatriacja doprowadziła do znacznego uszczuplenia organizacji. O ile wiosną 1945 r. akowskie podziemie liczyło wciąż ok. 10 tys. ludzi, w tym niemal 2 tys. w stałych oddziałach partyzanckich, o tyle w połowie 1945 r. jego potencjał ocenia się na 2 tys. członków, z czego ok. 400 walczyło w oddziałach partyzanckich. Mimo to aktywność bojówek terenowych i oddziałów partyzanckich znacznie utrudniała instalowanie się administracji sowieckiej i opóźniała repatriację ludności polskiej z ziem włączonych do BSRR i LSRR.

    Po podpisaniu kapitulacji przez Niemcy dowództwo podziemia polskiego na ziemiach północno-wschodnich doszło do wniosku, iż w ówczesnej sytuacji międzynarodowej dalsza walka zbrojna nie ma sensu, i wydało polecenie ewakuacji sił konspiracyjnych do Polski w jej granicach powojennych. Rozformowano część oddziałów partyzanckich, kilka przeszło na zachód z bronią w ręku. Decyzja ta nie doprowadziła jednak do przerwania działalności konspiracyjnej. Wielu Polaków, szczególnie mieszkających na wsi, nie chciało opuścić swoich gospodarstw i pozostało na ziemiach wcielonych do BSRR i LSRR. Zasilili oni trzy lokalne organizacje konspiracyjne, będące kontynuacją AK, które stawiały sobie za cel samoobronę ludności polskiej przed represjami NKWD oraz walkę z kolektywizacją.

    Od jesieni 1945 r. na Nowogródczyznie - w rejonie Lidy i Szczuczyna - działał samodzielny, nawiązujący do AK Obwód nr 49/67. Jego komendantowi ppor. Anatolowi Radziwonikowi „Olechowi” podlegało kilka oddziałów partyzanckich, liczących łącznie ok. 100 żołnierzy, zapleczem zaś była siatka licząca 600-800 ludzi. Żołnierze Obwodu nr 49/67 likwidowali agenturę NKWD i aktywistów partyjnych, niszczyli tworzone w okolicach kołchozy. Dopiero wiosną 1949 r. grupy operacyjne NKWD zdołały rozbić główne siły partyzanckie, a w maju tego roku poległ ppor. Radziwonik. Późniejsze masowe aresztowania członków siatki terenowej oraz ludności wspierającej polską konspirację doprowadziły do rozpadu organizacji. Ostatnie grupy partyzanckie wywodzące się ze struktur kierowanych przez „Olecha” zlikwidowane zostały w latach 1952-1953.

    Na Grodzieńszczyźnie latem 1945 r. powstała Samoobrona Ziemi Grodzieńskiej, w której szeregach działało 500-600 konspiratorów. Na jej czele stanął por. Mieczysław Niedziński „Men”. Siatce tej podlegało kilka oddziałów partyzanckich i bojówek terenowych, prowadzących intensywną działalność bojową przeciwko funkcjonariuszom i agentom NKWD. Do 1948 r. partyzanci Samoobrony zlikwidowali co najmniej sto osób związanych z sowieckim aparatem bezpieczeństwem. Wiosną 1948 r. poległ por. Niedziński, rozbito też podlegające mu główne siły partyzanckie. Ostatni partyzanci wywodzący się z Samoobrony Ziemi Grodzieńskiej zginęli w walce na początku lat pięćdziesiątych.

    Podobny charakter miała utworzona w 1946 r. Samoobrona Wołkowyska (rejon Zelwy i Wołkowyska), której założycielem i dowódcą był ks. Antoni Bańkowski „Eliasz”. Siatka ta liczyła 100-200 ludzi, miała też kilkunastoosobowy oddział partyzancki. Została rozbita przez NKWD latem 1948 r., kiedy aresztowano dowódcę i jego najbliższych współpracowników, przeprowadzono też operację likwidacji oddziału partyzanckiego.


    Cały artykuł dostępny na stronie wykleci.ipn.gov.pl




    Od 2011 roku, dzień 1 marca został ustanowiony świętem państwowym, poświęconym żołnierzom zbrojnego podziemia antykomunistycznego. Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Niezłomnych” jest obchodzony corocznie, nie jest jednak dniem wolnym od pracy. Pierwszy dzień marca jest dniem szczególnie symbolicznym dla żołnierzy antykomunistycznego podziemia, tego dnia w 1951 roku wykonany został wyrok śmierci na kierownictwie IV Komendy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.




    Autor Janusz Kurtyka, http://wykleci.ipn.gov.pl/zw/historia

    Żołnierze i obywatele

    Ostatni żołnierze zbrojnego podziemia niepodległościowego ginęli z rąk komunistycznych oprawców.

    1 marca 1951 r. w więzieniu mokotowskim był podobny do wielu innych ponurych dni w przenikniętej strachem i terrorem stalinowskiej Polsce. Pomiędzy godziną 20.00 a 20.45 strzałem w tył głowy rozstrzelani zostali przywódcy IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” – prezes WiN ppłk Łukasz Ciepliński („Pług”, „Ludwik”) i jego najbliżsi współpracownicy. Ostatni żołnierze

    Tworzyli ostatnie kierownictwo ostatniej ogólnopolskiej konspiracji, wprost (organizacyjnie i personalnie) kontynuującej od 1945 r. dzieło Armii Krajowej. Data ich kaźni – 1 marca1951 r. – symbolicznie zamyka dzieje konspiracji niepodległościowej, zapoczątkowanej 27 września 1939 r. w przededniu kapitulacji oblężonej przez Niemców Warszawy, kiedy to grupa oficerów WP z gen. Michałem Tokarzewskim-Karaszewiczem zawiązała Służbę Zwycięstwu Polski (później przekształcaną kolejno w Związek Walki Zbrojnej i Armię Krajową, zaś w 1945 r. w Delegaturę Sił Zbrojnych, na bazie której utworzono we wrześniu tego roku WiN). Spośród organizatorów SZP dwóch współorganizowało i kierowało Zrzeszeniem WiN: prezesem IZG WiN był płk Jan Rzepecki, rozpracowany i aresztowany przez NKWD i UB w listopadzie 1945 r., zaś prezesem II ZG WiN – płk Franciszek Niepokólczycki, aresztowany przez komunistyczną bezpiekę w październiku 1946 r.

    Egzekucja Łupaszki

    Z tej samej zbiorczej celi więzienia mokotowskiego nieco wcześniej, 8 lutego 1951 r., wyprowadzono na śmierć oficerów Wileńskiego Okręgu AK: ppłk. Antoniego Olechnowicza „Podhoreckiego”, mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, kpt. Henryka Borowskiego „Trzmiela”, por. Lucjana Minkiewicza „Wiktora”. „Łupaszka”, oficer kawalerii w kampanii wrześniowej 1939 r., był najsłynniejszym chyba polskim dowódcą partyzanckim w czasie II wojny światowej.

    Kiedy kaci przyszli do zbiorczej celi śmierci po majora „Łupaszkę”, ten – jak wspominał współwięzień Mieczysław Chojnacki – „właśnie wyszedł z »kaplicy« [przepierzenia w celi], gdzie się modlił. Podszedł spokojnie do drzwi, następnie zatrzymał się na chwilę, odwracając bokiem do pozostających w celi, i pożegnał słowami: »z Bogiem panowie«. Odpowiedział mu chór głosów: »z Bogiem«. Zniknął nam z oczu za zatrzaśniętymi drzwiami”.

    Skazany prowadzony był wieczorem, w porze więziennego apelu, przez dziedziniec, pod związane z tyłu ręce, przez dwóch strażników; trzeci strażnik – kat – postępował tuż za nimi. W pomieszczeniu pomiędzy magazynem a łaźnią więzienną następował strzał w tył głowy. Straconych chowano w bezimiennych grobach, do dzisiaj niezidentyfikowanych.

    Została legenda

    Po egzekucji „Łupaszki” i towarzyszy – wspominał współwięzień – „dano sygnał zakończenia apelu i w tym momencie, nim zdążyliśmy się rozejść, wystąpił [więzień] Maciej Jeleń, zwracając się do nas, abyśmy chwilą ciszy uczcili pamięć kolegów żołnierzy. Padła komenda »baczność«, a po minucie »spocznij«, po czym powiedział jeszcze »dziękuję panom«”. To niezwykła scena w miejscu, gdzie komuniści starali się swe ofiary upodlić i zdegradować psychicznie. Tej legendy nie udało się zabić.




    Odnaleźć Bohaterów

    Źródło : http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/odnalezc-bohaterow_550700.html


    Wieczorem 1 marca 1951 r. w Więzieniu Mokotowskim w Warszawie wykonano egzekucję na siedmiu oficerach IV Zarządu Głównego WiN-u. Ciała załadowano na samochód i wywieziono na odległy skraj wojskowego cmentarza Powązkowskiego. Pod osłoną nocy zwłoki wrzucono do przygotowanego wcześniej dołu i pospiesznie wyrównano naruszony kopaniem teren. Nazwisk straconych nie odnotowano w żadnej dokumentacji cmentarnej.

    Kilka lat później pole, na którym grzebano ofiary terroru komunistycznego, przykryto metrową warstwą ziemi i gruzu. W latach 1982–1984 obszar dawnej kwatery więziennej przeznaczono na pochówki osób zasłużonych dla „władzy ludowej", a na jedynym zachowanym skrawku zlikwidowanego pola urządzono cmentarny śmietnik.

    Przez kilkadziesiąt kolejnych lat rodziny zamordowanych poszukiwały informacji o miejscu spoczynku swoich bliskich, natrafiając na mur milczenia. Ze strzępków zgromadzonych wiadomości i nielicznych archiwaliów wyłaniał się powoli kształt położonego pod murem cmentarnym tajemniczego pola, wydzielonego wiosną 1948 r. na wyłączne potrzeby UB. Według dokonującego na nim pochówków funkcjonariusza, więzienna nekropolia miała się składać z sześciu rzędów zamykających się wymiarami czworoboku o wymiarach 20x20x26x39m. Wykonujący swoje czynności nie sporządzał żadnych planów pozwalających na identyfikację poszczególnych grobów, natomiast doły pod mające nastąpić pochówki przygotowywane były w różnych miejscach kwatery „Ł" (Łączki), bez zachowania chronologii zgonów. Łącznie w latach 1948–1956 pochował tam blisko trzystu zastrzelonych i powieszonych, z których ogromną większość stanowili więźniowie polityczni.

    Przygotowania do prac ekshumacyjnych na „Łączce" trwały wiele miesięcy. Skrupulatnie gromadzono wszelkie informacje pozwalające na identyfikację poszukiwanych szczątków. Przy straconych 1 marca 1951 r. było ich niemało: Józef Batory, lat 35, wzrost 175 cm, brak czterech zębów; Franciszek Błażej, lat 44, brak danych o wzroście i stanie uzębienia; Karol Chmiel, lat 40, wzrost 162 cm, brak dwóch zębów, Łukasz Ciepliński, lat 43, wzrost 165 cm, pełne uzębienie; Mieczysław Kawalec, lat 37, wzrost 176 cm, brak czterech zębów, Adam Lazarowicz, lat 44, wzrost 172 cm, liczne braki w uzębieniu; Józef Rzepka, lat 35, wzrost 171 cm, brak jednego zęba.

    Kilka metrów od siedmiu członków kierownictwa IV Zarządu Głównego WiN-u prawdopodobnie pogrzebano czterech oficerów Okręgu Wileńskiego AK: ppłk. Antoniego Olechnowicza, ps. Pohorecki, rtm. Zygmunta Szendzielarza, ps. Łupaszko, kpt. Lucjana Minkiewicza, ps. Wiktor i por. Henryka Borowskiego, ps. Trzmiel. 1 marca 2015 r. ogłoszone zostały kolejne nazwiska osób, których szczątki odnaleziono na warszawskiej „Łączce" podczas prac ekshumacyjnych zrealizowanych w latach 2012–2014.

    Wśród trzydziestu sześciu zidentyfikowanych genetycznie nie ma przedstawicieli IV Zarządu Głównego WiN-u. Pogrzebano ich prawdopodobnie na obecnej kwaterze ŁII pomiędzy drogą asfaltową, a cmentarnym murem. Gdzieś na nich pod osłoną stanu wojennego z udziałem kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego złożono do grobów ludzi zasłużonych dla PRL

    28 sierpnia 1946 r. komuniści zamordowali 17-letnią Danutę Siedzikównę, bo była Żołnierzem Niezłomnym, bo zachowała się jak trzeba. Przez lata jej szczątki spoczywały w bezimiennym dole śmierci. Dziś zostały zidentyfikowane.

    Danuta Siedzikówna – sanitariuszka „Inka" została rozstrzelana rankiem 28 sierpnia 1946 r., wraz z dowódcą pododdziału 5 Brygady Wileńskiej – por. Feliksem Selmanowiczem „Zagończykiem" w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej. Przed egzekucją „Inkę" wyspowiadał ks. Marian Prusak, uczestnik powstania warszawskiego, ściągnięty przez UB-eków z kościoła garnizonowego w Rumi, gdzie był wikarym: „Była bardzo spokojna. Wyspowiadała się i prosiła, by pójść do mieszkania we Wrzeszczu i powiedzieć, że ją rozstrzelano. Do siostry, która była w domu dziecka w Sopocie, wysłała już pocztówkę z informacją, że dostała wyrok śmierci. [...] W końcu zaprowadzono mnie do sali egzekucyjnej. [...] Tam była cała gromada UB. [...] W końcu wprowadzili skazańców.

    Prawdopodobnie mieli skute albo związane ręce. Ubecy zachowywali się grubiańsko[...]. Ustawiono ich pod słupkami przy ścianie. Przed rozstrzelaniem dałem im krzyż do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Prokurator siedział za małym stolikiem okrytym czerwonym suknem. Odczytał wyrok i powiedział, że nie było ułaskawienia. Potem padła komenda „po zdrajcach narodu polskiego ognia". W tym momencie oni krzyknęli: „Niech żyje Polska", tak jakby się umówili. Padła salwa i oboje osunęli się na ziemię [...]".

    Po egzekucji mordercy wywieźli „Inkę" i „Zagończyka" w nieznanym kierunku. Dziś wiemy, że był to Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku przy ul. Giełguda. W ubiegłym roku, w kwaterze o dzisiejszym numerze 14, na głębokości ok. 50 cm ekipa naukowców prof. Krzysztofa Szwagrzyka odnalazła szczątki czterech ludzi. Sposób ułożenia szkieletów świadczył o tym, że ciała były wrzucane do dołów, nie można więc mówić o pogrzebie, czy pochówku. W jednym dole, blisko siebie, oprawcy umieścili dwie trumny: młodej kobiety w wieku 17-18 lat z zębem mlecznym i starszego od niej mężczyzny w średnim wieku (w chwili śmierci Feliks Salmanowicz miał 42 lata). Oboje mieli przestrzelone czaszki. – „Wiek, uzębienie i wymiary odnalezionych szczątków pasują do „Inki" – mówił nam prof. Krzysztof Szwagrzyk. Od rodziny Danuty Siedzikówny pobrano materiał porównawczy DNA. W końcu Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie, który w porozumieniu z IPN prowadzi Polską Bazę Genetyczną Ofiar Totalitaryzmów, formalnie potwierdził identyfikację „Inki".

    Honory dla mordercy „Inki"

    Równolegle do odnajdywania szczątków polskich bohaterów, w Polsce trwa proceder honorowania ich morderców– za życia wysokimi stanowiskami i emeryturami, a po śmierci państwowym, wojskowym, a nawet kościelnym pochówkiem. W październiku 2014 r. na Cmentarzu Komunalnym w Koszalinie odbył się pogrzeb - z asystą honorową Wojska Polskiego - mordercy sądowego „Inki", byłego prokuratora i pułkownika Wacława Krzyżanowskiego.

    Podczas procesu w 1946 r., oprócz udziału w „bandzie Łupaszki" i nielegalnego posiadania broni Krzyżanowski oskarżył ją o wydanie rozkazu zastrzelenia dwóch wziętych do niewoli funkcjonariuszy UB. Tego „przestępstwa" nie udowodnił jej nawet podległy bezpiece „sąd" i nie potwierdziło dwóch z pięciu zeznających „dobrowolnie" w sprawie milicjantów, którym żołnierze „Łupaszki" darowali życie. Dla Krzyżanowskiego nie miało to znaczenia. W wojskowych sądach pracował do 1976 r. Za zasługi został odznaczony wieloma medalami. W III RP Okręgowy Sąd Wojskowy w Poznaniu stwierdził, że... nie można jednoznacznie ustalić jego roli w procesie „Inki". Przez lata pobierał resortową emeryturę.

    Pamięć o bohaterach

    Słowa Danuty Siedzikówny (wypowiedziane do Krystyny Gaul, innej sanitariuszki od „Łupaszki"): „Popatrz, ilu ludzi mogło zginąć. Lepiej, że ja jedna zginę", niestety nie sprawdziły się. W czerwcu 1948 r. UB ostatecznie rozbił Wileński Okręg AK. W 1991 r. Sąd Wojewódzki w Gdańsku uznał, iż działalność „Inki" i innych żołnierzy 5 Wileńskiej Brygady AK zmierzała do odzyskania niepodległego bytu Państwa Polskiego. 11 listopada 2006 r. Danuta Siedzikówna została pośmiertnie odznaczona przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta. Według historyków na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku w latach 40. i 50. mogło zostać zrzuconych do dołów śmierci ok. kilkudziesięciu polskich patriotów zamordowanych w ubeckiej katowni przy ul. Kurkowej.

    "LALEK", ostatni Żołnierz Niezłomny II Rzeczypospolitej

    Marek Franczak, syn Józefa Franczaka „Lalka" i Danuty Mazur, o tym, kim był jego ojciec, dowiedział się dopiero po 1989 r. Sąd III RP pozwolił mu używać nazwiska Franczak. Teraz odzyskał czaszkę taty. Dzięki trwającemu niemal 20 lat śledztwu IPN- u odnalazła się w Uniwersytecie Medycznym w Lublinie.

    – Nasz syn Marek urodził się w 1958 r. – mówiła mi Danuta Mazur, konspiracyjna narzeczona „Lalka". –Józek zobaczył go pierwszy raz po ośmiu miesiącach, gdy wyniosłam dziecko w zboże. Wiele razy jeździłam do księży, byłam u dominikanów w Lublinie, ale nikt nie chciał dać nam ślubu(...). Przed wojną Józef Franczak (rocznik 1912) ukończył szkołę żandarmerii w Grudziądzu. Został przeniesiony do Równego, gdzie zastała go wojna. Po 17 września aresztowany przez Sowietów, uciekł z niewoli. Potem walczył z Niemcami i Sowietami.

    – Poznałam go na zabawie w 1946 r. i od razu mi się spodobał. Spotykaliśmy się raz na dwa, trzy miesiące. Na polu, w lesie, czasem u rodziny, albo znajomych. Nawet na randki przychodził z pistoletem i granatami – wspomina Danuta Mazur, która przez prawie 20 czekała na „Lalka". UB miał utrudnione zadanie, bo ludzie nie chcieli wydać Franczaka. Miał co najmniej 100 „melin", głównie w okolicach Lublina. Mieszkańcy kwaterowali go, zapewniali jedzenie, ubranie. Już w 1950 r. bezpieka na Lubelszczyźnie otrzymała z Departamentu III MBP nakaz „rozpracowania operacyjnego" ostatnich grup oporu. Nadzwyczajne środki w sprawie ujęcia „kadrowego bandyty Franczaka" podjęto w 1954 r. Dwa lata później postępowanie musiano jednak zawiesić, „wobec jego ukrywania się". 8 września 1961 r. w „Kurierze Lubelskim" ukazał się list gończy za Franczakiem.

    TW "Michał"

    21 października 1963 r. o godzinie 15.40 „Lalek" został otoczony przez obławę SB i ZOMO w Majdanie Kozic Górnych (20 km od Lublina, 8 km od Piask). „W wyniku intensywnej pracy operacyjnej w dniach 18-21.X.63 r. w dniu 21.X.63 r. uzyskano dane, że wymieniony bandyta melinuje w zabudowaniach aktywnego współpracownika we wsi Kozice pow. Lublin. (..) podjęto decyzję przeprowadzenia rewizji w zabudowaniach „BW" [Becia Wacława]. Na ewentualny wypadek gdyby wynik był negatywny, zakładano dokonać rewizji dwóch meliniarzy w tej samej miejscowości dla pozoracji i odwrócenia podejrzeń w odniesieniu do t.w. „Michała"". TW „Michał" to Stanisław Mazur, stryjeczny brat Danuty, narzeczonej „Lalka". To on zawiadomił SB, gdzie tego dnia przebywa Franczak.

    Ostatnia ucieczka

    Ostatnie chwile „Lalka" według UB: "Okrążenia zabudowań B [Becia] Wacława s. Jana dokonano z podjazdu przez grupę operacyjną ZOMO składającą się z 35 funkcjonariuszy doprowadzonych do meliny przez dwóch oficerów Służby Bezpieczeństwa. Z chwilą okrążenia zabudowań b. [bandyta] Franczak wyszedł ze stodoły, pozorując gospodarza rozważał możliwość wyjścia z obstawy, a gdy został wezwany do (nieczytelne) chwycił za broń - pistolet, z którego oddał kilka strzałów. W tej sytuacji grupa likwidacyjna ZOMO przystąpiła do likwidacji. Franczak mimo wzywania go do zdania się podjął obronę i wykorzystując słabe punkty obstawy pod osłoną zabudowań wycofał się około 300 m. od meliny, gdzie podczas wymiany strzałów został śmiertelnie ranny i po kilku minutach zmarł".

    W sekcji zwłok przeprowadzonej przez biegłego lekarza czytamy: "Rany postrzałowe klatki piersiowej i jamy brzusznej, z następnym uszkodzeniem serca, wylewem krwawym do jamy opłucnej, uszkodzeniem wątroby, przepony i płuca lewego. Biorąc pod uwagę wyniki sekcji zwłok należy przyjąć, że przyczyną zgonu denata była rana postrzałowa serca".

    O 21.00 martwego „Lalka" przewieziono do Akademii Medycznej w Lublinie. Został pochowany potajemnie, tak jak jego koledzy z partyzantki, na cmentarzu przy Unickiej. Po czterech dniach, w nocy, rodzina wykopała ciało. – Józek leżał nagi, bez głowy – opowiada Czesława Kasprzak, siostra ostatniego Niezłomnego.

    "Powołując się na pismo prokuratury z dnia 24 października 1963 roku i na ustną rozmowę z dr. Iwaszkiewiczem proszę o zdjęcie głowy ze zwłok Józefa Franczaka". Podpisał podprokurator powiatowy. Czesława Kasprzak mogła przenieść brata na cmentarz w Piaskach dopiero w 1983 r. Spoczął obok miejscowych księży i dawnych dziedziców.

    Skazany na banicję

    "Lalek" brał udział w wielu akcjach na „utrwalaczy władzy ludowej". Kilka razy był ranny, a raz nawet aresztowany. UB nie wiedziało jednak, że zatrzymanym jest Józef Franczak - „Lalek" miał wyrobione dokumenty na inne nazwisko. W lutym 1953 r., razem z „Wiktorem" – Stanisławem Kuchciewiczem i „Felkiem" –Zbigniewem Pielakiem „Lalek" napadł na kasę Gminnej Spółdzielni w Piaskach. Partyzanci chcieli zdobyć fundusze, aby przetrwać zimę. Skok nie udał się, gdyż kasjer zdążył wezwać na pomoc milicję. Ranny „Wiktor" rozkazał „Felkowi", aby zostawił go i uciekał. Stanisław Kuchciewicz był ostatnim dowódcą Franczaka. Po śmierci „Wiktora" w 1953 r. "Lalek" został sam. Przez następne 10 lat ukrywał się. Skazany na banicję, wyjęty spod prawa.

    OŚWIĘCIM TO BYŁA IGRASZKA

    Witold Pilecki (ur. 13 maja 1901, zm. 25 maja 1948) był jedną z najpiękniejszych postaci polskiej historii. Przez władze PRL i usłużnych jej historyków skazany na zapomnienie, wrócił do powszechnej świadomości dopiero po 1989 roku.

    Pilecki najbardziej znany jest ze zgłoszenia się na ochotnika do obozu koncentracyjnego Auschwitz po to, by organizować tam ruch oporu. Był autorem raportów o Holokauście (w tym pierwszego o ludobójstwie w Auschwitz). Aresztowany przez komunistów, został skazany na karę śmierci i zamordowany w 1948 roku.

    Po wojnie obronnej 1939 roku współtworzył Tajną Armię Polską (TAP), którą następnie wcielono do ZWZ. Do Auschwitz trafił w nocy 21 września 1940 roku otrzymując numer 4859. Na miejscu organizował ruchu oporu m.in. zbierający informacje, organizujący ucieczki i przygotowujący opanowanie obozu podczas zewnętrznego ataku partyzantów. 26 kwietnia 1943 roku Pilecki uciekł z obozu przedstawiając swoje plany, ale dowództwo AK nie zdecydowało się na atak na obóz. Do 1944 roku brał udział w działaniach AK i Powstaniu Warszawskim.

    Po 1944 roku przebywał w niewoli niemieckiej. Po wyzwoleniu oflagu przez wojska alianckie wrócił do Polski odnawiając struktury konspiracyjne. 8 maja 1947 roku aresztowany przez bezpiekę. Poddany torturom, podczas ostatniego widzenia z żoną stwierdził, że przy tym co przeszedł w komunistycznym więzieniu "Oświęcim to była igraszka".

    W procesie (3-15 marca) Pileckiego i członków jego grupy oskarżono m.in. o działania wywiadowcze na rzecz gen. Andersa i obcego rządu oraz przygotowanie zbrojnego zamachu na dygnitarzy bezpieki.

    Pileckiego, Tadeusza Płużańskiego i Marię Szelągowską skazano na karę śmierci. Zamordowano go 25 maja. Osierocił syna i córkę. Rodzinie nigdy nie ujawniono miejsca pochówku. Jego szczątki zostały prawdopodobnie pochowane na tzw. Łączce.

    ZA WOLNOŚĆ I NIEZAWISŁOŚĆ

    Łukasz Ciepliński (ur. 26 listopada 1913, zm. 1 marca 1951) był żołnierzem ZWZ- -AK oraz prezesem IV Komendy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Aresztowany przez komunistów, poddany torturom i zamordowany.

    Był zawodowym wojskowym, brał udział w wojnie obronnej 1939 roku. Za zasługi uhonorowano go Orderem Virtuti Militari przyznanym przez gen. Kutrzebę, który odznaczając go odpiął order od swojego munduru. Był współzałożycielem Organizacji Orzeł Biały, wcielonej później do ZWZ. Dzięki zorganizowaniu przez niego wywiadu i kontrwywiadu AK na rzeszowszczyźnie udało się zlikwidować aż 300 konfidentów Gestapo i kolaborantów, przechwycić części pocisków V-1 i V-2 oraz odkryć tajną kwaterę Hitlera pod Wiśniową.

    W sierpniu 1944 roku Ciepliński przeciwny ujawnianiu żołnierzy AK przeszedł do konspiracji. We wrześniu 1945 roku został prezesem krakowskiego okręgu WiN. Po aresztowaniu III Zarządu WiN przez komunistów w styczniu 1947 utworzył IV Zarząd Główny WiN. Organizacja prowadziła głównie działalność wywiadowczą i propagandową. Aresztowany 28 listopada 1947 roku. Przez ponad 3 lata śledztwa pod bezpośrednim nadzorem Rosjan z NKWD przeszedł nieludzkie tortury. Według zachowanych dokumentów komuniści traktowali go gorzej niż oficerów Gestapo.

    Oskarżony o "zdradę narodu polskiego" i szpiegostwo na rzecz USA został skazany na pięciokrotną karę śmierci. Wraz z nim skazano na śmierć sześciu jego najbliższych współpracowników z IV Zarządu WiN. Zamordowany 1 marca 1951 roku strzałem w tył głowy. Spodziewał się, że jego ciało zostanie po śmierci ukryte w związku z czym w ustach ukrył medalik, by można było zidentyfikować jego zwłoki. Do dziś jednak nie udało się tego zrobić. W rocznicę wymordowania IV Zarządu WiN odbywa się Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

    "NIL" - PRAWY GENERAŁ

    Generał August Emil Fieldorf ps. "Nil" żołnierz wyklęty przez komunę i niezłomny wobec ludowej władzy. Jeden z najbardziej zasłużonych oficerów Armii Krajowej. Wielki patriota, dzielny, prawy człowiek.

    Urodził się w 1885 roku w Krakowie. Walczył o niepodległość w Legionach Polskich. Po 1918 roku był żołnierzem Wojska Polskiego. W 1939 roku dowodził 51. Pułkiem Strzelców Kresowych, po klęsce wrześniowej przedostał się do Anglii. W lipcu 1940 roku jako pierwszy emisariusz rządu Rzeczpospolitej został wysłany do kraju. Po dwóch latach mianowano go dowódcą Kedywu - Komendy Głównej Armii Krajowej, tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego był zastępcą dowódcy AK. Po kapitulacji komendant główny AK gen. Leopold Okulicki wyznaczył go na swojego zastępcę.

    W marcu 1945 roku gen. Nila w Milanówku, gdzie przebywał pod przybranym nazwiskiem, przypadkowo aresztowało NKWD. Nierozpoznany, został zesłany do obozu pracy na Uralu. Kiedy wrócił pod dwóch latach do kraju, ujawnił się z okazji ogłoszonej przez komunistyczne władze amnestii. Wkrótce aresztowało go UB i posadziło w areszcie śledczym. Był okrutnie bity, torturowany, upokarzany, ale nie poszedł na współpracę z komunistami.

    Podczas sfingowanego procesu postanowiono mu zarzuty mordowania radzieckich partyzantów i współpracę z hitlerowcami. Skazano na karę śmierci. Bohaterskiego generała komuniści zamordowali 24 lutego 1953 roku. Potajemnie, nie informując rodziny. Cały czas trwają poszukiwania miejsca jego pochówku, najprawdopodobniej jest to „Łączka" na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim.




    Fragmenty książki "Dla Niepodległej"
    Żołnierze Wyklęci 1944–1963
    pod redakcją
    Dariusza Piotra Kucharskiego i Rafała Sierchuły
    Społeczny Komitet Upamiętnienia „Żołnierzy Wyklętych” w Poznaniu




    Tomasz Kenar

    O jaką Polskę walczyli?

    Polskie podziemie niepodległościowe tworzyły formacje polityczne i zbrojne o różnym profilu ideowym. Tym niemniej łączył je jeden, nadrzędny cel — niepodległa Polska. Największą przeszkodą w jego osiągnięciu był Związek Sowiecki i wysługujący się mu rodzimi komuniści, którzy zaprowadzając na ziemiach polskich nowy „porządek”, likwidowali przy pomocy terroru wszystkich, którzy mu się sprzeciwiali. Antykomunizm był zatem najważniejszym elementem poglądów Żołnierzy Wyklętych. Dowódcy leśnych oddziałów zdawali sobie jednak sprawę, że sami nie pokonają tego zbrodniczego systemu, opartego na bagnetach Armii Czerwonej. Liczono natomiast na wybuch wojny pomiędzy zachodnimi aliantami a Związkiem Sowieckim. W tych rachubach podziemie niepodległościowe miało prowadzić dywersję na tyłach wroga i stanowić zrąb przyszłego wojska polskiego. Jaka miała być wyzwolona w ten sposób Polska? W rocie przysięgi Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z 10 września 1948 r. znajdują się słowa: „Walkę o Wielką Polskę uważam za swój cel życia”. Na czym zatem miała polegać owa wielkość? Przede wszystkim chodziło o terytorium. Do Polski miały powrócić utracone w wyniku wojny Kresy Wschodnie z Wilnem i Lwowem. Zachodnia zaś granica powinna opierać się na linii Odry i Nysy Łużyckiej. Warto w tym miejscu podkreślić, że koncepcja ta wcale nie była pomysłem komunistów, co sobie często przypisywali, lecz narodowców, którzy już w 1940 r., a więc w okresie największych sukcesów III Rzeszy, na łamach konspiracyjnych pism podnosili postulat ustanowienia polskiej granicy na Odrze. Wierzono, że tak duże państwo, zdolne do przeciwstawienia się imperialnym zakusom Niemiec i Rosji, będzie podmiotem, a nie przedmiotem w polityce międzynarodowej Antykomunizm wiązał się z wrogością do systemów totalitarnych. Walczono zatem o Polskę demokratyczną, opartą na pluralizmie politycznym. Działacze podziemia niepodległościowego niejednokrotnie udowadniali w praktyce umiejętność współpracy ponad różnicami światopoglądowymi. Na przykład w latach 1946-1947 działał Komitet Porozumiewawczy Organizacji Demokratycznych Polski Podziemnej, w którym zasiadali przedstawiciele Stronnictwa Narodowego, „Wolności i Nie24 zawisłości”, piłsudczykowskiego Stronnictwa Niezawisłości Narodowej i niezależnej Polskiej Partii Socjalistycznej. Demaskowano także fałsz głoszonych przez komunistów haseł o rzekomym demokratycznym charakterze nowego systemu. Ostrzegano społeczeństwo, że zaplanowane na 1947 r. wybory będą fałszowane. Deklaracja ideowa Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” pt. „O wolność obywatela i niepodległość państwa” głosiła: Za jedyną drogę słuszną i wiodącą do zaprowadzenia w kraju zdrowych stosunków uważamy prawo przeprowadzenia uczciwych, demokratycznych wyborów do ciał ustawodawczych. Ważnym elementem nowego ustroju miało być powiązanie go z zasadami religii rzymskokatolickiej. Autorzy wspomnianej powyżej deklaracji ideowej Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” postulowali, by swobody obywatelskie realizowano w życiu publicznym zgodnie z ideałami chrześcijańskimi. Sami partyzanci na każdym kroku podkreślali swoje przywiązanie do religii. Manifestowali to chociażby poprzez noszenie na piersiach ryngrafów z Matką Boską. Podziemie niepodległościowe opowiadało się również przeciwko forsowanej przez komunistów nacjonalizacji. Szczególny sprzeciw budziła reforma rolna, gdyż zakładano, że stanowiła ona wstęp do kolektywizacji rolnictwa na wzór sowiecki. Błędem byłoby jednak wnioskować, że ten stosunek do reformy rolnej świadczył o znikomej ilości przedstawicieli chłopstwa w podziemiu niepodległościowym. Taką tezę głosili komuniści. Tymczasem chłopi, często wywodzący się z biednych rodzin, stanowili przeszło 80% składu osobowego powojennej konspiracji. W sprzeciwie wobec nacjonalizacji chodziło przede wszystkim o zasadę poszanowania własności prywatnej. Żołnierze Wyklęci walczyli zatem o Polskę w pełni niepodległą, demokratyczną, katolicką i sprawiedliwą, obejmującą swoim terytorium tak Szczecin i Wrocław, jak Wilno oraz Lwów. Czy w ówczesnej sytuacji istotnie wierzono w urzeczywistnienie tej wizji? Za odpowiedź niech posłuży cytat z konspiracyjnego pisma „Walka” z grudnia 1946 r.: Dla nas, Narodu Piastów i Jagiellonów nie straszne jest nasze obecne położenie. Nie zastraszą nas pacyfikacjami, więzieniami i śmiercią. Przez trudy i ofiarny wysiłek kolegów z podziemia — przez trupy wrogów naszej wolności — pójdziemy do celu — do Wielkiej, Katolickiej, Wolnej Polski.



    Michał Wołłejko

    Na Kresach północno-wschodnich II Rzeczpospolitej

    W dniu 7 lipca 1944 r. jednostki Armii Krajowej okręgów wileńskiego i nowogródzkiego przystąpiły do akcji o kryptonimie „Ostra Brama”, czyli ataku na Wilno w celu oswobodzenia miasta z rąk niemieckich i „przywitania” nadciągającej Armii Czerwonej w roli gospodarza terenu oraz zamanifestowania polskości ziem północno- wschodnich RP. Plan operacji zakładał uderzenie na Wilno z zewnątrz siłami partyzanckimi w połączeniu z akcją powstańczą wewnątrz, którą miały przeprowadzić oddziały konspiracyjnego garnizonu miasta. Uderzenie na Wilno załamało się. Jednocześnie oddziały polskie na przedpolach Wilna nawiązały łączność, a następnie współdziałanie bojowe z jednostkami sowieckimi. W dniach 7-13 lipca 1944 r. Armia Krajowa wspólnie z Armią Czerwoną prowadziły walki o miasto, z którego wyparto Niemców. Pomiędzy dowództwem polskim, reprezentowanym przez komendanta Okręgu Wileńskiego AK płk Aleksandra Krzyżanowskiego ps. „Wilk”, a dowództwem 3 Frontu Białoruskiego gen. Iwana Czerniachowskiego trwały rozmowy dotyczące dalszego współdziałania Armii Krajowej i Armii Czerwonej. Ustalono, nie poruszając kwestii politycznych, że oddziały AK wejdą w skład 3 Frontu Białoruskiego pod względem operacyjnym, ale pozostaną pod własnym (dotychczasowym) dowództwem jako samodzielna jednostka w składzie dwóch dywizji i zmotoryzowanej brygady kawalerii. Strona sowiecka oferowała dostarczenie pełnego wyposażenia dla oddziałów, które miały powstać. Ustalenia te zostały przekazane drogą radiową do Warszawy i zostały zaakceptowane przez Komendanta Głównego AK gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego. Jednak już 17 lipca 1944 r. strona sowiecka wycofała się z porozumienia, a oficerowie AK wraz z komendantem „Wilkiem” zostali zatrzymani, a następnie internowani i wywiezieni do ZSRS. Równolegle formacje sowieckie przystąpiły do rozbrajania żołnierzy AK. Po 17 lipca 1944 r. około 6 tysięcy żołnierzy AK z Wileńszczyzny zo28 stało rozbrojonych i via obóz przejściowy w Miednikach koło Wilna wywiezionych do ZSRS. Operacja rozbrojenia wileńskiej i nowogródzkiej AK nie powiodła się w całości. Sporej grupie żołnierzy podziemia udało się wyrwać z sowieckiego okrążenia pod Wilnem. Dotyczyło to zwłaszcza oddziałów nowogródzkich, które przedzierając się przez zwarte kompleksy lasów Puszczy Rudnickiej i umykając przed pościgiem sowieckim, powracały na swoje macierzyste tereny. Ci, którym udało się uniknąć rozbrojenia i niewoli rozpoczęli odbudowę struktur konspiracyjnych. Już w końcu lipca 1944 r. została odtworzona komenda Okręgu Wileńskiego AK. W sierpniu dowodzenie Okręgiem Nowogródzkim AK objął ppłk Maciej Kalenkiewicz ps. „Kotwicz”, który jednak poległ w dniu 21 sierpnia 1944 r. w walce z grupą operacyjną 32 pułku wojsk wewnętrznych NKWD pod miejscowością Surkonty, na północy Nowogródczyzny. Po nim dowodzenie okręgiem przejął kpt. Stanisław Sędziak ps. „Warta”, a następnie rtm Jan Skorb ps. „Boryna” i por. Ludwik Nienartowicz ps. „Mazepa-Miedzianka”, który pełnił funkcję do sierpnia 1945, kiedy to ewakuował się do centralnej Polski. W Wilnie funkcję komendantów Okręgu pełnili kolejno: mjr Julian Kulikowski ps. „Ryngraf ”, mjr Stanisław Heilman ps. „Wileńczyk” (obaj zostali aresztowani przez NKWD), mjr Antoni Olechnowicz ps. „Pochorecki-Lawicz” i mjr Wincenty Chrząszczewski ps. „Kruk”. Przyjmuje się, że pomiędzy sierpniem 1944, a połową roku 1945 na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie operowało kilkadziesiąt (około 60) oddziałów AK. Prowadziły one akcje samoobrony i odwetowe za represje stosowane wobec ludności cywilnej przez organa bezpieczeństwa ZSRS. W dniu 17 września 1944 r. — w rocznicę napaści ZSRS na Polskę 1939 r., na Nowogródczyźnie przeprowadzono szeroką akcję dywersyjną, podczas której wykolejono pociągi oraz zniszczono mosty, osłabiając tym potencjał sowieckiego okupanta. Także tam najzacieklej i najintensywniej polskie podziemie walczyło z formacjami Armii Czerwonej, a przede wszystkim wojsk wewnętrznych NKWD. Jeszcze rok po zajęciu Ziemi Nowogródzkiej przez Armię Czerwoną „w lasach” przebywało około 1000 żołnierzy AK. Warto przy tym odnotować nazwiska najgłośniejszych dowódców partyzanckich z tego obszaru. Był to m.in. por Jan Borysewicz ps. „Krysia”, który wsławił się brawurowym zdobyciem miasteczka Ejszyszki w grudniu 1944 r., czy wybitny dowódca partyzancki z czasów okupacji niemieckiej, nazywany przez bolszewików „cziort w oczkach” (diabeł w okularach), znienawidzony przez nich ppor. Czesław Zajączkowski ps. „Ragner”. Obaj polegli w walkach z NKWD. Od momentu ustaleń konferencji jałtańskiej (luty 1945 r.), która przesądzała zabór wschodnich ziem Polski, obecność wojskowa AK na Kresach traciła rację bytu. Stąd też od wiosny 1945 r. kierownictwo AK na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie rozpoczęło ewakuację oddziałów zbrojnych za tzw. linię Curzona — do Polski centralnej (granica PRL z ZSRS) i na ziemie zachodnie. Ewakuacja ta odbywała się głównie Michał Wołłejko Na Kresach północno-wschodnich II Rzeczpospolitej Polski 29 w ramach transportów PUR (Państwowy Urząd Repatriacyjny). Zdemobilizowani i zakonspirowani żołnierze podziemia odjeżdżali wmieszani w grupy cywilów. Niemniej kilka oddziałów przeszło granicę jałtańską z bronią w ręku. Od drugiej połowy 1945 r., po ewakuacji większości struktur AK na Kresach północno- wschodnich, możemy już mówić o tzw. konspiracji poakowskiej. Najsilniej reprezentowana była ona w powiecie lidzkim i szczuczyńskim na Nowogródzczyźnie, a także we wschodnich powiatach województwa białostockiego, czyli na Ziemi Grodzieńskiej i w okolicach Wołkowyska. Konspiracją w Nowogródzkiem kierował ppor. Anatol Radziwonik ps. „Olech”. Ten wybitny konspirator i dowódca partyzancki stworzył sprawną strukturę konspiracyjną, którą z powodzeniem kierował do 12 maja 1949 r., kiedy poległ w walce z grupą operacyjną MWD pod miejscowością Raczkowszczyzna. Po jego śmierci wciąż odnotowywano wystąpienia zbrojne polskiego podziemia. Ostatni leśni trwali na swych kresowych posterunkach do 1953 roku. Tablica pamiątkowa przed kościołem św. Wojciecha w Poznaniu.



    Abp Stanisław Gądecki

    Odnieśli moralne zwycięstwo


    „Żołnierze Wyklęci” chcieli — po II wojnie światowej — utrzymać odzyskaną w 1918 roku niepodległą Ojczyznę. Sprzeciwili się zbrojnie dawnemu — nowemu zaborcy, odbierającemu Polsce suwerenność, wschodnie tereny i budującemu wasalne, podporządkowane sobie państwo. W PRL-u nazywano ten okres „epoką walki o utrwalenie władzy ludowej”. W rzeczywistości był to czas, kiedy nowa władza pozbywała się ostatnich obrońców niepodległej Polski. Wielu z nich poległo z bronią w ręku, a innych więziono i poddawano okrutnym torturom. Część z nich zasiadała na ławie oskarżonych w pokazowych procesach, których wynik był z góry przesądzony. Zdaniem prof. Jana Żaryna, ponad 20 tysięcy żołnierzy zginęło bądź zostało zamordowanych skrytobójczo lub w więzieniach NKWD i UB, część wywieziono na Wschód, wielu skazano na karę pozbawienia wolności. W końcu lat 40-tych i na początku 50-tych ponad 250 tys. ludzi więziono i przetrzymywano w obozach pracy. Na iluż to miejscach przemawiali oni wtedy swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie. Tylko nielicznym udało się przetrwać stalinowski reżim, a mimo to władza ludowa nie dawała im spokoju. Jako „reakcyjni bandyci” stale znajdowali się pod baczną obserwacją czujnych służb bezpieczeństwa. Oni nie chcieli stać z bronią u nogi i patrzeć biernie na zalewający Polskę terror. Ci najbardziej znani, z II Konspiracji, Wolności i Niezawisłości, Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, Armii Krajowej Obywatelskiej, Konspiracyjnego Wojska Polskiego, ale przecież to nie tylko oni. To także liczne patriotyczne grupy młodzieżowe, m.in. z zapominanej dziś II Konspiracji Harcerskiej, liczącej ponad 140 organizacji, takich jak: Harcerskie Organizacje Podziemne, Czarna Ręka (Krwawy Mściciel Czarna Maska), Harcerskie Siły Zbrojne- -Wrzos, Harcerze Armii Krajowej. To również żołnierze-górnicy, którzy jako młodzi chłopcy za swoje pochodzenie płacili niewolniczą pracą w kopalniach. Jeszcze inni mordowani byli w kazamatach Urzędu Bezpieczeństwa. Praktycznie w pewnych regionach Polski nie ma wioski, w której nie byłoby bezimiennych mogił ofi ar sowieckiego NKWD, Smiersza, UB, Informacji Wojskowej, Milicji Obywatelskiej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Odnieśli moralne zwycięstwo 10 „Żołnierze Wyklęci” ulegli zbrojnie nowemu okupantowi, ale odnieśli moralne zwycięstwo. Zwyciężyła wolność, przywiązanie do patriotycznych tradycji, gotowości ponoszenia ofi ar dla niepodległej Ojczyzny. Po dzień dzisiejszy wzbudzają oni i będą budzić agresję w środowiskach będących spadkobiercami strony mordującej. Czy nasze pokolenie zrozumie i będzie pamiętać, jak strasznie wysoką cenę zapłacili Polacy za to, aby być tu, gdzie jesteśmy dzisiaj? Czy będzie pamiętać, że niepodległość jest nie tylko dobrem cennym, ale bardzo kosztownym (J. Piłsudski).



    Rafał Drabik

    Obóz narodowy po 1944 roku

    Wiosną 1944 roku nastąpiło scalenie zasadniczej części Narodowych Sił Zbrojnych NSZ z Armią Krajową AK. Przeciwnikami scalenia byli natomiast dawni członkowie Związku Jaszczurczego, którzy doprowadzili do rozłamu, w wyniku którego powstała grupa określana jako NSZ-ZJ. Ich działania doprowadziły do chwilowego chaosu wśród członków NSZ, a zbieg okoliczności sprawił, że utworzyli oni bardzo liczną jednostkę partyzancką, zwaną Brygadą Świętokrzyską. Jej działalność, naznaczoną potyczkami z Niemcami, oddziałami partyzanckimi polskich oraz sowieckich komunistów doprowadziła wiosną 1945 r., po licznych perypetiach do ucieczki z zajmowanej przez Armię Czerwoną Polski i przedostanie się do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Wybuch Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 r. poważnie skomplikował sytuację wewnętrzną w ramach NSZ. Wprawdzie KG NSZ zdążyła przenieść się do Częstochowy, ale w Warszawie pozostał p.o. Komendanta Głównego NSZ, ppłk NSZ Stanisław Nakoniecznikow ps. „Gryf”. Wobec utraty z nim łączności, nowym p.o. Komendanta Głównego NSZ został mianowany gen. bryg. w stanie spoczynku Tadeusz Jastrzębski ps. „Powała”. Po upadku powstania, w połowie października 1944 r. dotarł do Częstochowy S. Nakoniecznikow, który wydostał się z miasta wraz z ludnością cywilną, przejmując ponownie pełnioną przez siebie funkcję. Po jego śmierci na nowego p.o. Komendanta Głównego NSZ został wybrany 20 października 1944 r. mjr rez. Zygmunt Broniewski ps. „Bogucki”, dotychczasowy komendant Okręgu III Lubelskiego. 11 listopada został mianowany generałem brygady NSZ. Także w listopadzie 1944 r. podczas narady członków Stronnictwa Narodowego SN, postanowiono utworzyć Narodowe Zjednoczenie Wojskowe NZW, któremu podporządkowano zdecydowaną większość struktur i leśnych oddziałów narodowych. Warto tutaj pamiętać, że w różnych częściach kraju funkcjonowały odmienne nazwy, stąd w jednym Okręgu będzie to NZW, w drugim NOW, a w trzecim NSZ. W skład NZW weszły struktury Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowych Sił Zbrojnych, a także niektóre lokalne struktury AK, które nie podjęły działalności w organizacjach powstałych na bazie rozwiązanej AK (tj. NIE, Delegatury Sił Zbroj26 nych na Kraj, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, Ruchu Oporu Armii Krajowej, czy Konspiracyjnego Wojska Polskiego). Oddziały partyzanckie NOW-AK i NSZ-AK w większości nie ujawniały się wobec wkraczających Sowietów, dlatego były w mniejszym stopniu rozpracowane przez NKWD, a także przez rodzime siły komunistyczne (PPR i AL). Siedzibą Komendy Głównej NZW była Łódź. Organizacja podlegała politycznie Wydziałowi Wojskowemu ZG SN. Do lutego 1945 r. trwał etap tworzenia struktur organizacyjnych NZW, w ciągu marca uformował się sztab i Komenda Główna, a do czerwca ukształtowała się struktura terenowa i trwały próby akcji scaleniowej z innymi organizacjami. W połowie 1945 r. NZW liczyło ok. 30 tys. członków, w tym ok. 7 tys. w oddziałach partyzanckich. Na początku 1946 r. Komendzie Głównej NZW podporządkowały się resztki NSZ-OP z przywódcami: ppłk. Stanisławem Kasznicą i mjr. Lechem Neymanem, zaś jesienią tego roku do NZW przyłączył się, rozbity przez UB, Okręg VII NSZ z kpt. Henrykiem Flame na czele. W marcu 1946 r. polityczni przedstawiciele NZW weszli w skład Komitetu Porozumiewawczego Organizacji Demokratycznych Polski Podziemnej, który był przedstawicielstwem antykomunistycznych organizacji niepodległościowych i działał do stycznia 1947 r. Przez cały ten okres systematycznie trwały akcje UB oraz NKWD rozbijające tworzące się siatki konspiracyjne. W marcu i kwietniu 1946 r. w wyniku aresztowań rozbito prawie całą KG NZW i niektóre komendy Okręgów. Nie były one już później odtwarzane w takiej skali, jak na początku działalności. Oddziały partyzanckie NZW od lipca 1945 r. wchodziły w skład pionu Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS). W początkowym okresie liczyły nawet po 200-300 partyzantów. Najmniejszymi jednostkami były kompanie i plutony (patrole). Najwięcej ich działało na obszarze północnego Mazowsza, w Białostockiem, Lubelskiem, Rzeszowskiem i na Podlasiu. Do podstawowych zadań oddziałów PAS należało prowadzenie samoobrony i wykonywanie wyroków śmierci głównie na członkach PPR i funkcjonariuszach UB i ich współpracownikach. Na początku 1947 r., wobec coraz większego terroru ze strony komunistów i spadku nadziei na wybuch III wojny światowej, część członków NZW ujawniła się po uchwaleniu amnestii 22 lutego 1947 r. Reszta struktur terenowych pozostawała w konspiracji do lat 50-tych. Były to już struktury lokalne, zazwyczaj nie utrzymujące kontaktu z innymi grupami konspiracyjnymi. Często funkcjonowały także grupy leśne, liczące do kilkunastu członków. Najdłużej działała Komenda Powiatowa NZW Bielsk Podlaski, która ujawniła się w Warszawie dopiero jesienią 1956 r. Ostatnimi partyzantami tej formacji, którzy zostali aresztowani przez SB, byli: Michał Krupa „Wierzba” (luty 1959 r.) i Andrzej Kiszka „Dąb” (31 grudzień 1961r.).



    Rafał Sierchuła

    Za kordonem był „Ragner” Czesław Zajączkowski (1917-1944) ps. Ragner”, „Ragnar”. Kresy mają wielu bohaterów tego czasu. Niestety często o nich mało wiemy. Jednym z najsłynniejszych, wybitnych ofi cerów walczących na Kresach północno-wschodnich z Niemcami i Sowietami był ppor. Czesław Zajączkowski ps. „Ragnar”. Urodził się w 1917 r. w Wilnie. Przed wojną ukończył Szkołę Podchorążych Łączności w Zegrzu i był urzędnikiem powiatowym w Lidzie. W 1939 walczył jako plut. pchor. w kompanii łączności 19 DP. W początkowym okresie okupacji hitlerowskiej był szefem łączności Obwodu AK Lida (Okręg AK Nowogródek). Sytuacja zmieniła się w lutym 1943 r., kiedy uzyskał zezwolenie od Komendanta Okręgu na utworzenie oddziału partyzanckiego. W końcu marca tego roku na terenie kolonii Falkowicze (południowe tereny powiatu Lida, placówka 311) zorganizował czteroosobowy patrol samoobrony z zadaniem ochrony cywilnej ludności przed napadami rabunkowymi partyzantki sowieckiej. 16 maja 1943 miała miejsce pierwsza koncentracja oddziału i grupa otrzymała kryptonimom OP 312. Polacy na Nowogródczyźnie zmuszeni byli walczyć zarówno z wojskami niemieckimi, jaki i sowieckimi. 22 czerwca 1943 w Moskwie na plenum KC KP (b) Białorusi podjęło uchwałę O przedsięwzięciach w zakresie dalszego rozwijania ruchu partyzanckiego w zachodnich obwodach Białorusi. W piśmie tym rozesłanym do dowództwa sowieckich oddziałów partyzanckich na Nowogródczyźnie zawarto następujące dyrektywy: Zachodnie obwody radzieckiej Białorusi stanowią integralną część Republiki Białoruskiej. Na zajętym przez Niemców terytorium Białorusi dopuszczalna jest tylko działalność grup, organizacji i oddziałów, które kierują się interesami mas pracujących państwa radzieckiego. Istnienie różnorodnych organizacji, kierowanych przez polskie burżuazyjne ośrodki, należy traktować jako bezprawne wtrącanie się do spraw naszego kraju... Wszelkimi sposobami zwalczać oddziały i grupy nacjonalistyczne. Uchwała sowiecka ustanawiała monopol ich partyzantki na obszarach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej. Wkrótce też to zarządzenie zaczęto skrupulatnie wypełniać. W swoich wspomnieniach komendant Okręgu ppłk Janusz Prawdzic-Szlaski podaje, że od 1 stycznia 1942 do lipca 1944 na 185 bitew i potyczek, 83 stoczono z oddziałami partyzantki sowieckiej i różnego rodzaju bandami rabunkowymi. Teoria „dwóch wrogów” stała się faktem. OP 312 rozrasta się, a oddział „Ragnara” wraz z 2 innymi wchodzi w skład Zgrupowania Nadniemeńskiego. W drugiej dekadzie lipca 1943 Zgrupowanie zagrożone niemiecką akcja antypartyzancką ruszyło na północ, pod Wilno, a następnie do Puszczy Rudnickiej, staczając podczas przemarszu szereg walk z oddziałami niemieckimi i sowieckimi. Dowódca sowieckiej Brygady im. Kirowa tak raportował: Te białe bandy mają zadanie jednocześnie z Niemcami zniszczyć i nasze oddziały partyzantów sowieckich. Na przełomie 1943/44 z oddziałów partyzanckich zostają utworzone bataliony, np. 77 pp AK. Dowódcą IV batalionu zostaje ppor. Czesław Zajączkowski „Ragnar”. W celu ułatwienia dowodzenia całością sił partyzanckich Komenda Okręgu AK w marcu 1944 reformuje struktury. Batalion „Ragnara” walczy jako część Zgrupowania Nadniemeńskiego dowodzonego przez cichociemnego mjra Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”. Największą operacją wojskową, w której uczestniczył batalion Zajączkowskiego w pierwszej połowie 1944 r. była bitwa ze zgrupowaniem sowieckim pod Olchówką 18 maja. W wyniku walk oddziały AK straciły 23 żołnierzy. Był to też jedyny wypadek, kiedy nie udało się „Ragnarowi” zabrać z pola bitwy swoich żołnierzy. Innym zadaniem, któremu przyszło sprostać IV batalionowi 77 pp AK była operacja „Ostra Brama”. Wymarsz pod Wilno nastąpił 4 lub 5 lipca. Po drodze stoczył kilka potyczek z oddziałami niemieckimi. 7 lipca batalion został otoczony przez frontowe jednostki sowieckie. Wiarołomstwo Sowietów było wyraźne, jednak części oddziału udało się wyrwać ich „opiece”. Po rozbrojeniu oddziałów AK, „Ragnar” wraz z kilkoma partyzantami wrócił na tereny Lidy. W sierpniu 1944 nawiązał z nim kontakt nowy komendant Podokręgu Nowogródek mjr „Kotwicz”, jako dowódca Zgrupowania Południowego nakazał wznowienie działań partyzanckich. Z wielką determinacją pomimo niespotykanej skali represji ze strony sowieckiego okupanta Zajączkowski prowadził akcję organizacyjną i wojskową. Przez Sowietów nazywany był „Czortem w okularach”. Utrzymywał się w terenie do grudnia 1944 r. Niestety 3 grudnia trzy pierścienie żołnierzy NKWD otoczyły jego niespełna 30 osobowy oddział. W potyczce zginęło 7 partyzantów, w tym Czesław Zajączkowski „Ragnar”. Reszta oddziału przebiła się przez okrążenie.



    Michał Wołłejko

    Nie rzucim Kresów

    Anatol Radziwonik (1916-1949) ps. „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”. Urodził się 20 lutego 1916 roku. Pochodził z prawosławnej rodziny z okolic Wołkowyska. Jego ojciec Konstanty był kolejarzem, matka Nadzieja z domu Makowiecka była chłopką z Piekar na Grodzieńszczyźnie. Anatol, mimo iż rodzina nie należała do zamożnych, otrzymał staranne wykształcenie. Po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował naukę w Seminarium Nauczycielskim w Słonimiu (w województwie nowogródzkim). Po uzyskaniu dyplomu został skierowany do pracy w szkole wiejskiej we wsi Iszczołniany w powiecie szczuczyńskim na Nowogórdczyźnie. Był rezerwistą i najprawdopodobniej służył w szeregach WP w czasie przegranej kampanii 1939 roku, a po jej zakończeniu powrócił do Iszczołnian, gdzie kontynuował pracę jako nauczyciel. Nie został deportowany jak tysiące innych mieszkańców Kresów na Wschód. W okresie okupacji niemieckiej Anatol Radziwonik „Olech” służył w ZWZ- -AK na Nowogródczyźnie. Początkowo był w konspiracji, a następnie w partyzantce, dowodził plutonem w VII batalionie 77 pp. AK. Brał udział w słynnej akcji pod Jewłaszami 16 czerwca 1944 roku. W wyniku walki z Niemcami poległ tam ówczesny dowódca VII batalionu i zarazem legendarna postać całego ZWZ-AK mjr Jan Piwnik „Ponury”. Ppor. Anatol Radziwonik ps. „Olech”(fot. AIPN) W lipcu 1944, po walkach Armii Krajo33 wej o Wilno uniknął rozbrojenia i aresztowania przez Sowietów. W nowej rzeczywistości postanowił kontynuować walkę z okupującymi po raz kolejny wschodnią Polskę bolszewikami. „Olech” spod Wilna powrócił na teren powiatu szczuczyńskiego i zaangażował się w odbudowę struktur konspiracyjnych na Nowogródzczyźnie. W drugiej połowie 1945 roku w północnych obwodach Okręgu Nowogródzkiego ZWZ-AK pozostawało w konspiracji około 1000 ludzi podległych por. „Olechowi”. Siły partyzanckie liczyły (zgrupowane w kilku samodzielnie operujących oddziałach) około 100 żołnierzy. Przyjęto za cel obronę miejscowego społeczeństwa przed represjami sowieckimi i trwanie na Kresach, by zaświadczyć o polskości tych ziem. Był to wybór całkowicie świadomy. „Olech” stanowczo odmawiał przejścia za linię „Curzona” — do Polski jałtańskiej. W listopadzie 1945 roku powiedział jednemu z żołnierzy ewakuującemu się na zachód: dopóki choć jeden żołnierz zostanie ze mną na tej ziemi, ja tu zostanę. Walka, którą prowadził „Olech” na czele swych żołnierzy doprowadziła do zahamowania procesu wprowadzonego przez bolszewików niewolnictwa, jakim była kołchozacja wsi i tym samym osłabiała sowieckie represje. W latach 1945-1949 „Olechowcy” przeprowadzili setki akcji przeciw członkom okupacyjnego aparatu administracyjnego: milicji, wojsku i agenturze. 12 maja 1949 roku w lesie nieopodal kolonii Raczkowszczyzna, na północny wschód od Lidy, „Olech” wraz ze swym oddziałem wpadł w obławę MWD. Otoczeni poczwórnym pierścieniem przeważających sił sowieckich, „Olechowcy” zostali rozbici, wśród poległych był również ppor. Anatol Radziwonik „Olech”. Wraz z jego bohaterską śmiercią skończył się zorganizowany opór ludności Nowogródczyzny wobec bolszewików. „Olech”, jak mało kto pozostał wierny słowom partyzanckiej pieśni śpiewanej na Nowogródczyźnie w czasie okupacji niemieckiej. Brzmiały one: cokolwiek stało się lub stanie, nie rzucim Kresów, to nasz ślub…



    Dariusz Piotr Kucharski

    Uznany za najodważniejszego Polaka

    Witold Pilecki (1901-1948) ps. „Witold”, „Tomek”, „Tomasz Serafiński”. Rodzina Pileckich herbu Leliwa pochodziła z Nowogródczyzny. Witold Pilecki urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu w Karelii w Rosji. Ojciec Julian, matka Ludwika z Osiecimskich. W 1910 roku rodzina podjęła decyzję o powrocie na ziemie polskie. Od 1914 roku Pilecki był zaangażowany w działalność niepodległościową i walczył m.in. w wojnie polsko-bolszewickiej pod dowództwem słynnego rotmistrza Jerzego Dąmbrowskiego „Łupaszki”. Po wojnie przeszedł do rezerwy jako oficer Wojska Polskiego. 7 kwietnia 1931 roku zawarł związek małżeński z pochodzącą z Ostrowi Mazowieckiej, Marią Ostrowską, z którą miał córkę i syna. Zamieszkali w małym zrujnowanym majątku rodzinnym w Sukurczach w powiecie lidzkim. Rozwinął tam szeroką działalność społeczną, m.in. założył i kierował mleczarnią oraz kółkiem rolniczym, wspomagał dokształcanie dzieci i dorosłych. Za zaangażowanie społeczne w 1938 roku został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. W wolnych chwilach uwielbiał malować i pisać wiersze. Niestety ze względu na trudności finansowe rodziny nie było mu dane ukończyć rozpoczętych studiów na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie. W wojnie obronnej 1939 roku walczył pod dowództwem gen. bryg. Józefa Kwaciszewskiego, po czym zaangażował się w działalność w podziemiu. Zasłynął akcją w niemieckim obozie zagłady KL Auschwitz, gdzie jako ochotnik polskiego podziemia i dobrowolny więzień nr 4859 zorganizował struktury konspiracyjne, wewnętrzną samopomoc, gromadził materiały i informacje potwierdzające wielkie ludobójstwo dokonywane przez Niemców. Uciekł z obozu, a swoje informacje zawarł w słynnym w świecie dokumencie, zwanym „Raportem Witolda”. Dzięki temu rząd emigracyjny poinformował świat o zbrodniczych działaniach Niemców. Gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, Komendant Główny Armii Krajowej AK awansował go do stopnia rotmistrza i przeznaczył do zadań specjalnych. W Powstaniu Warszawskim Pilecki walczył w Zgrupowaniu „Chrobry II”. Po zakończeniu II wojny światowej brał czynny udział w konspiracji niepodległościowej, skierowanej przeciwko okupantowi sowieckiemu i ich komunistycznym współpracownikom. Aresztowany 8 maja 1947 roku w Warszawie przez Urząd Bezpieczeństwa UB, był brutalnie przesłuchiwany. Stawiane zarzuty były farsą. Wyrok ogłoszono 15 marca 1948 roku, brzmiał: kara śmierci. Nie zaprzestano tortur nawet po ogłoszeniu wyroku. Był skrajnie wyniszczony: połamane kości, oba obojczyki, żebra, uszkodzone kręgi szyjne, wyrwane paznokcie... Został zamordowany „metodą katyńską” — strzałem w tył głowy, 25 maja 1948 roku o godzinie 21.30 w mokotowskim więzieniu w Warszawie. Znamienne są słowa Pileckiego wypowiedziane na krótko przed zamordowaniem. Podczas widzenia z żoną, powiedział: „Oświęcim to była igraszka”. Przez zagranicznych historyków Witold Pilecki został uznany za jednego z sześciu najodważniejszych ludzi II wojny światowej, jednocześnie za najodważniejszego z Polaków. Sąd Najwyższy III RP we wrześniu 1990 roku uniewinnił rotmistrza Witolda Pileckiego i jego towarzyszy. 27 lipca 2006 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej prof. Lech Kaczyński w uznaniu zasług nadał Pileckiemu pośmiertnie Order Orła Białego. 5 września 2013 roku na wniosek środowisk kombatanckich Minister Obrony Narodowej RP, decyzją nr 2156/kadr, mianował Witolda Pileckiego pułkownikiem Wojska Polskiego.



    Leszek Żebrowski

    Kapitan „Remisz”

    Jan Morawiec (1915-1948) ps. „Remisz”, „Henryk”, „Tajfun”. Urodził się 25 marca 1915 roku w Remiszewicach (pow. Brzeziny). Ukończył szkołę podstawową w Będkowie, następnie kontynuował naukę w gimnazjum w Koluszkach, ale był zmuszony ją przerwać w ostatniej klasie na skutek tragicznej sytuacji finansowej rodziny. Dlatego świadectwo maturalne uzyskał już jako ekstern. Miał wiele pasji — sport, literatura, harcerstwo i wreszcie polityka, która zafascynowała go w wymiarze praktycznym. Został działaczem Stronnictwa Narodowego, któremu pozostał wierny aż do bardzo przedwczesnej, tragicznej śmierci. W latach 1936-1939 odbył służbę wojskową w Marynarce Wojennej. Był tam czynny na polu społecznym i sportowym. Redagował gazetkę dla żołnierzy, brał udział we wszystkich zawodach sprawnościowych oraz wojskowych, które zazwyczaj wygrywał. Po odbyciu służby powrócił do czynnej polityki. Wkrótce został ponownie zmobilizowany i kampanię wojenną 1939 r. odbył na Helu. Tam trafi ł do niemieckiej niewoli, ale już po kilku dniach z niej zbiegł i od tej pory, przez następne 6,5 roku był stale w konspiracji. W rodzinnych stronach związał się z siatką terenową mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Po jego śmierci wstąpił do Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW) na terenie pow. Tomaszów Mazowiecki. Po ukończeniu konspiracyjnej podchorążówki został ofi cerem łącznikowym Komendy Okręgu Łódź z Komendą Główną. Sprawował bardzo trudną funkcję, albowiem był to teren wcielony do III Rzeszy. Latem 1942 r. doszło do rozłamu w NOW. Jan Morawiec przeszedł do Narodowych Sił Zbrojnych. Jego niezwykły dynamizm, odwaga i zdolności zostały docenione. Skierowano go do Dowództwa, gdzie w I wydziale sztabu pełnił funkcję ofi cera ds. zadań specjalnych. Jego podstawowym zadaniem były inspekcje organizacyjne na terenie kraju. Stale był narażony na niebezpieczeństwo, ale dzięki niezwykłej brawurze wychodził cało z opresji, m.in. zimą 1943 roku został ranny podczas zatrzymania go przez żandarmów w pociągu koło Koluszek. Mimo że był skuty kajdankami, zdołał wyskoczyć z pędzącego pociągu przez okno w toalecie. Z takich opresji wydostawał się z rąk niemieckich jeszcze kilkakrotnie, a o jego wyczynach już wówczas krążyły legendy. Gdy 7 marca 1944 roku podpisano umowę scaleniową NSZ z AK, został wysłany na Podlasie i Lubelszczyznę w celu uporządkowania spraw organizacyjnych. W zreorganizowanym sztabie Okręgu III (Lublin) NSZ-AK został szefem I oddziału, a przejściowo pełnił nawet funkcję szefa Kedywu AK tego okręgu. Jego zdolności i zasługi opisał nawet w latach 80-tych komunistyczny historyk, mimowolnie oddając mu hołd: okręg lubelski NSZ przetrwał bez większych wstrząsów okres przełamywania się frontu. Mógł więc już wkrótce podjąć szereg organizacyjnych posunięć, które adaptowałyby jego szeregi do nowych warunków. Wykazał w tym względzie aktywność wprost niezwykłą. Była to zasługa Jana Morawca. Podczas walk o Lublin w lipcu 1944 r. dowodził małym oddziałem NSZ-AK w śródmieściu. Pod nową okupacją, już sowiecką, także kilkakrotnie wydostawał się z matni, np. gdy 29 grudnia 1944 roku został zatrzymany przez NKWD, zdołał po kilku dniach wyskoczyć przez okno nocą z przesłuchania i ujść pogoni, mimo że boleśnie skręcił nogę. Po rozwiązaniu AK organizował nową, drugą konspirację na Lubelszczyźnie i Podlasiu. Latem 1945 roku Morawiec współtworzył Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW). Został szefem pionu bojowego — Pogotowia Akcji Specjalnej (PAS). Była to formacja przeznaczona do prowadzenia akcji bojowych, ochrony organizacji, rozbijania więzień i aresztów, akcji zaopatrzeniowych, a także ochrony ludności cywilnej przed ciągłymi pacyfikacjami terenu. Warunki działania były jednak coraz trudniejsze. Jeszcze kilkakrotnie wychodził zwycięsko z obław NKWD i UB, ale nie mogło to trwać wiecznie. Po dekonspiracji KG NZW, zaciskała się wokół niego pętla, dotychczasowe lokale konspiracyjne nie dawały już schronienia. Podczas próby aresztowania 13 marca 1946 r. w Łodzi ranił dwóch funkcjonariuszy UB i przedostał się do Warszawy. Był jednak stale tropiony, ale szczęśliwie wydostawał się z kolejnych zasadzek. Tak było np. 22 marca przy ul. Dynasy, ale kilka godzin później na ul. Wołoskiej został ponownie otoczony przez funkcjonariuszy UB. Zapewne wyrwałby się jeszcze i tym razem, ale został ranny w nogę, a oba pistolety, jakimi dysponował, zacięły się. W więzieniu na Mokotowie przeszedł bardzo ciężkie śledztwo — był jednym z najgroźniejszych dla komunistów „przestępców”. Nawet tam nie opuściła go fantazja, bowiem podjął próbę zorganizowania odbicia więźniów przez akcję z zewnątrz. Nie było już jednak możliwości przeprowadzenia takiej operacji. W śledztwie brał na siebie odpowiedzialność za swych podwładnych. Jego proces (i innych oficerów KG) odbył się w więzieniu. 3 listopada 1947 roku kpt. Jan Morawiec został skazany na karę śmierci. W innych procesach skazano także jego braci — Stefana (kierownika Biura Dokumentów KG NZW) i Wacława (łącznika) na kary po 7 lat więzienia. Wyrok na Janie Morawcu został wykonany 15 stycznia 1948 roku w więzieniu mokotowskim. Ciało wywieziono potajemnie prawdopodobnie na Służew i tam bezimiennie pogrzebano. Być może kolejne prace ekshumacyjne podejmowane przez IPN pomogą w odnalezieniu jego szczątków. Mjr Wiktor Herer, naczelnik wydziału śledczego w MBP, w 1948 r. powiedział o Żołnierzach Wyklętych: „zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”. Przez prawie pół wieku byli niszczeni, zohydzani na wszelkie sposoby. Dziś wracają w świadomości Polaków, jako moralni zwycięzcy.



    Michał Wołłejko

    Major „Łupaszka”

    Zygmunt Szendzielarz (1910-1951) ps. „Łupaszka”. Urodził się w Stryju pod Lwowem 12 marca 1910 roku. Był dzieckiem Eufrozyny z domu Osieckiej i Karola, pochodzącego ze Śląska, kolejarza. Po ukończeniu gimnazjum i zdaniu matury Szendzielarz wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty, skąd przeszedł do Centrum Wyszkolenia Kawalerii (CWK) w Grudziądzu. Promocję uzyskał w sierpniu 1934 r. i jako podporucznik otrzymał przydział do stacjonującego w Wilnie 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Początkowo był dowódcą plutonu, a następnie 2 szwadronu. W kampanii wrześniowej 1939 roku w czasie tragicznej przeprawy przez Wisłę w nocy z 9 na 10 września 1939 r. pułk poniósł ciężkie straty. Jedynym zwartym pododdziałem, który zachował w pełni zdolność bojową był 2. szwadron dowodzony przez Szendzielarza. Następnie w starciach odwrotowych, dowodzona przez niego jednostka zmierzała na południe, celem przedarcia się na Węgry, co jednak się nie powiodło. Szendzielarz powrócił do Wilna. Bezskutecznie próbował przedostać się do Francji. Ostatecznie pozostał na Wileńszczyźnie i podjął działania konspiracyjne w szeregach ZWZ-AK. W podziemiu przyjął pseudonim „Łupaszka”, co było nawiązaniem do postaci ppłk. Jerzego Dąbrowskiego, słynnego zagończyka i partyzanta z lat 1919-1920, który nosił właśnie taki przydomek. Latem 1943 roku Komenda Okręgu Wileńskiego ZWZ-AK skierowała Szendzielarza do pierwszego oddziału partyzanckiego AK Mjr Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszka” (fot. AIPN) 40 na Wileńszczyźnie, którym dowodził por. Antoni Burzyński ps. „Kmicic”. „Łupaszka” przybył na miejsce już po podstępnym rozbrojeniu brygady „Kmicica” przez partyzantów sowieckich. Kilkudziesięciu żołnierzy oddziału „Kmicica” wraz z dowódcą zostało zamordowanych, a wielu innych wcielono siłą do formacji sowieckiej. „Łupaszka” w oparciu o siły miejscowej konspiracji polskiej oraz nielicznych żołnierzy ocalałych z sowieckiego pogromu stworzył nowy oddział partyzancki, do którego dołączyła część akowców uprzednio wcielona przemocą w szeregi sowieckie. Nowa formacja przyjęła nazwę V Wileńskiej Brygady Śmierci. Brygada, która w lipcu 1944 roku osiągnęła stan ponad 500 ludzi, stoczyła dziesiątki walk z Niemcami, kolaborującymi z nimi Litwinami i z Sowietami. W dniu 31 stycznia 1944 r. żołnierze „Łupaszki” stoczyli zwycięską bitwę z Niemcami pod Worzianami. Dwa dni później Brygada odparła atak sowiecki pod Radziuszami. Pod Kiemielszkami zdobyto posterunek policji litewskiej. Z Litwinami na usługach Niemców doszło także do starć w okolicy folwarku Glinciszki, gdzie patrol Brygady został zaatakowany przez oddział litewski. W wyniku walki Litwini stracili 4 ludzi. W odwecie zamordowali oni 39 niewinnych polskich cywilów z majątku Glinciszki. W odpowiedzi żołnierze AK zaatakowali ufortyfi kowaną i uzbrojoną, zamieszkałą wieś Dubinki. Brygada „Łupaszki” nie wzięła udziału w ataku na Wilno w lipcu 1944 roku w ramach operacji „Ostra Brama”. Komendant Okręgu Wileńskiego AK, gen. Aleksander Krzyżanowski ps. „Wilk” wydał początkowo zgodę na wycofanie się jednostki do Polski centralnej, w związku z wcześniejszym zaangażowaniem Brygady w walkach z bolszewicką partyzantką. Mimo, iż „Wilk” swą decyzję później zmienił, to jednak do „Łupaszki” wiadomość ta wraz ze stosownymi rozkazami nie dotarła. „Łupaszkowcy” wyruszyli na Zachód. Brygada przebijając się została rozproszona. W efekcie tylko część żołnierzy dotarła na Białostocczyznę, gdzie „Łupaszka” podjął decyzję o odtworzeniu jednostki i kontynuowaniu walki. Rozpoczął się nowy etap walki z Sowietami i ich komunistycznymi wasalami. Żołnierze sformowanej na nowo V Wileńskiej Brygady oraz utworzonej w Białostockiem, VI Wileńskiej Brygady stoczyli dziesiątki walk i potyczek z formacjami NKGB, LWP, KWP, milicji i UB. Oddziały, operując lotnymi szwadronami, biły się na obszarze od Podlasia po Pomorze. W 1947 r., po demobilizacji znacznej części swych żołnierzy, (w polu pozostała dowodzona przez ppor. Władysława Łukasiuka ps. „Młot” VI Brygada Wileńska) „Łupaszka” udał się na Śląsk, a następnie na Podhale, gdzie rok później 30 czerwca 1948 roku został aresztowany. W trakcie śledztwa został poddany wyjątkowo okrutnym torturom. W listopadzie 1950 roku Zygmunt Szendzielarz został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano o świcie 8 lutego 1951 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Jego szczątki zostały pochowane w bezimiennym grobie na tzw. kwaterze „Ł” cmentarza powązkowskiego. W 2013 r. zwłoki majora Zygmunta Szendzielarza zostały ekshumowane i rozpoznane. W uznaniu zasług bojowych otrzymał dwukrotnie Krzyż Virtuti Militari i Krzyż Walecznych.



    Dawid Golik

    Dla Ciebie Polsko...

    Jan Peciak (1920-2005) ps. „Chaim”, „Grab”, „Kościuszko”. Urodził się 16 czerwca 1920 roku w Rojówce w pow. nowosądeckim. W latach 1927-1933 uczęszczał do szkoły powszechnej, a po śmierci matki wraz z siostrą zajmował się rodzinnym gospodarstwem, opiekując się równocześnie ojcem. Nie brał udziału w wojnie obronnej, jednak w jego domu rodzinnym zakwaterowani byli polscy żołnierze, którzy wycofywali się z rejonu Piwnicznej dalej na wschód. Miało to swoje dalsze konsekwencje, gdyż w marcu 1940 roku w gospodarstwie Peciaków zjawili się Niemcy, którzy dowiedzieli się od miejscowych konfidentów, że w trakcie działań wojennych w tych zabudowaniach przebywali wojskowi. Podczas rewizji znaleziono broń. Peciak został aresztowany, jednak w trakcie przewożenia do siedziby Gestapo w Nowym Sączu postanowił uciec, zeskakując z wozu do pobliskiego Dunajca. Pomimo strzałów ze strony konwojujących Niemców oraz zaalarmowanych żołnierzy Wehrmachtu z pobliskiej placówki, ucieczka ta zakończyła się powodzeniem i rozpoczęła konspiracyjny okres życia Peciaka. Aż do lipca 1940 roku ukrywał się w lasach na terenie gminy Łososina Dolna. Następnie w obawie przed kolejnym aresztowaniem, wyjechał do miejscowości Dąbrowa w pow. brzeskim, później przebywał także w pow. chrzanowskim. W listopadzie 1941 roku wyjechał do Kołomyi, gdzie ukrywał się u swojego stryja, ks. Ludwika Peciaka. Dokładnie rok po jego przyjeździe nastąpiła w Kołomyi „wsypa” w szeregach AK i zatrzymany został jego stryj. Po tych wydarzeniach Jan Peciak powrócił na Sądecczyznę, gdzie w połowie 1943 roku został zaprzysiężony jako żołnierz placówki ZWZ-AK w Łososinie Dolnej, działającej w ramach Obwodu AK Nowy Sącz. Otrzymał wówczas pseudonim „Grab” i został odkomenderowany do patrolu żandarmerii tej placówki, a następnie przydzielono go do tworzonego oddziału partyzanckiego pchor. Józefa Toczka „Topora”. Uczestniczył m.in. w tzw. łapankach na pojedyncze samochody i motocykle niemieckie przejeżdżające przez miejscowość Wysokie. Podczas jednej z nich swoją determinacją uratował życie dowódcy oddziału podrywając do walki przygniecionych nieprzyjacielskim ogniem żołnierzy AK. W styczniu 1944 roku oddział „Topora” został przekazany bezpośrednio pod rozkazy Komendanta Obwodu. Równolegle przygotowywany był według wytycznych Inspektoratu AK Nowy Sącz do akcji zabezpieczenia przed zniszczeniem zapory wodnej w Rożnowie. Ponadto grupa „Topora” pełniła funkcję oddziału likwidacyjnego obwodu, zyskując w listopadzie 1944 roku status Oddziału Specjalnego AK, który miał karać konfidentów i współpracowników niemieckich, a także oczyszczać powiat z bandytów, złodziei oraz osób podszywających się pod AK. Już po przejściu frontu Peciak znalazł się w Krakowie, gdzie został przypadkowo aresztowany przez NKWD. Udało mu się zbiec, musiał jednak zacząć ponownie się ukrywać. Przebywał jakiś czas w Zabrzu, gdzie w sierpniu 1945 roku został zatrzymany przez tamtejszy UB. I tym razem uciekł, wyskakując z wiozącej go ciężarówki. Jesienią 1945 roku po skontaktowaniu się z byłymi żołnierzami z oddziału „Topora” wstąpił do odtwarzanego przez kpr. Władysława Janura „Białego”, „Wisłę” oddziału partyzanckiego „Wojsko Polskie”. Bezpośrednim zwierzchnikiem grupy i inicjatorem jej powstania był kpt. Władysław Oleksy „Kuba”, „Kazek”, z końcem 1944 roku desygnowany na przewodniczącego zamiejscowego oddziału Wojskowego Sądu Specjalnego. Z uwagi na powyższy fakt oddział „Wojsko Polskie” poza działalnością antykomunistyczną miał także na celu likwidację dawnych konfidentów niemieckich oraz powstałych jeszcze w czasie okupacji lub tuż po jej zakończeniu band rabunkowych. Partyzanci byli umundurowani i nosili białoczerwone opaski z literami „WP”. Posługiwali się także pieczęcią z orłem w koronie, literami „WP” oraz patriotyczną sentencją „Dla Ciebie Polsko i dla Twej Chwały”. Jan Peciak, posługujący się równolegle pseudonimami „Grab” i „Kościuszko”, brał udział w prawie wszystkich akcjach oddziału. Uczestniczył m.in. w likwidacji Stefana Waśki, który został przez partyzantów rozpoznany jako były granatowy policjant i współpracownik niemiecki. Miesiąc później grupa zastrzeliła za dokonywanie pospolitych przestępstw dwóch byłych żołnierzy AK z oddziału „Topora” – Jana Głaczyńskiego „Jelenia” oraz Stanisława Lorka „Czarnego”. „Wojsko Polskie” przejawiało bardzo dużą aktywność także wiosną 1946 roku, wykonując kilkanaście akcji likwidacyjnych i rekwizycyjnych, niszcząc także akta miejscowych urzędów stanu cywilnego. 14 sierpnia 1946 roku w niejasnych okolicznościach z ręki jednego z partyzantów zginął stojący na czele grupy Janur. Po jego śmierci faktyczne dowodzenie nad liczącym wówczas już tylko czterech żołnierzy oddziałem objął Peciak. Grupa kontynuowała akcje likwidacyjne. 19 i 20 października 1946 roku zastrzelono czterech mieszkańców Znamirowic i Białej Wody, których podejrzewano o przynależność do bandy rabunkowej. Do końca roku przeprowadzono jeszcze kilka akcji rekwizycyjnych i dyscyplinujących, powiększono też stan osobowy oddziału. Jesienią 1946 roku „Grab” zaprzestał prowadzenia walki i przekazał dowodzenie grupą Janowi Połomskiemu. Kiedy w 1947 roku ogłoszono amnestię postanowił się nie ujawniać, gdyż spodziewał się, że mogą go spotkać dalsze represje ze strony UB. Nie prowadził żadnej działalności ukrywając się jedynie na własną rękę u swojej rodziny i zaufanych gospodarzy. Komuniści próbowali go odnaleźć i rozpracować w ramach sprawy o kryptonimie „Pożar”, a o jego ruchach mieli donosić informatorzy. Na jego ślad natrafi ono dopiero w 1952 roku. 10 października 1952 roku Peciak został otoczony we wsi Chomranice przez obławę UB i KBW, gdy ukrywał się w stogu siana. Nie miał przy sobie żadnej broni, a podczas rewizji znaleziono u niego tylko skórzany portfel (w którym było 150 zł), koronkę do modlitwy wraz z pugilaresem, książeczkę do modlitwy, obrazki ze świętymi, dwa medaliki, jedno zdjęcie, tymczasowe zaświadczenie tożsamości na nazwisko „Jan Mazowiecki”, grzebień i pasek do spodni. Śledztwo w jego sprawie trwało kilka miesięcy. Ostatecznie 22 września 1953 roku na sesji wyjazdowej krakowskiego WSR w Nowym Sączu zapadł wyrok skazujący Peciaka na łączną karę 15 lat pozbawienia wolności z utratą praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze oraz przepadkiem całego mienia na rzecz państwa. Nie objęła go żadna amnestia, nie dokonano też nigdy rewizji wyroku. Z więzienia zwolniono go dopiero w 1967 roku...





    Pierwsza książka o Cichociemnych ukazała się w PRL w 1957 roku z serii "Żółty Tygrys". Obejmowała ona historie nie tylko skoczków z Londynu, ale również z Moskwy. Sama nazwa "cichociemni" była później w PRL zakazana, czego przykładem mogą być wspomnienia kpt. A. Paczkowskiego "Wani", które w latach siedemdziesiątych ukazały się pt. "Lekarz nie przyjmuje", a dopiero po 1981 roku wyszły jako "Ankieta cichociemnego". O cichociemnych już na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pisał C. Chlebowski, kiedy to ukazało się pierwsze wydanie książki "Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie" poświęcone J. Piwnikowi "Ponuremu" (pierwsze wydanie 1968). Ponadto ukazywały się artykuły, np. Szatsznajdera. Należy podkreślić, że przez wiele lat podstawowym źródłem do dziejów cichociemnych był zbiór wspomnień "Drogi cichociemnych" wydany po raz pierwszy w Londynie w 1954 roku. W roku 1988 - nakładem Wydawnictwa Ministerstwa Obrony Narodowej - ukazały się wspomnienia Tomasza Kostucha ps. "Bryła" pt. "Podwójna pętla. Wspomnienia cichociemnego".

    „Drogi Cichociemnych” - praca zbiorowa – recenzja

    „Nazywamy się cichociemnymi. Nazwa niejednemu wyda się może dziwaczna, ale spróbujcie znaleźć lepszą na określenie takiego charakternika, który potrafi zjawić się nie spostrzeżony tam, gdzie go najmniej się spodziewają i pożądają, cicho a sprawnie narobić nieprzyjacielowi bigosu i wsiąknąć nie dostrzegalnie w ciemność, w noc – skąd przyszedł.

    Tak napisali we wstępie do recenzowanej książki autorzy.

    O takich właśnie polskich żołnierzach czasu II wojny światowej opowiada recenzowana książka, a narratorami niezwykłych przeżyć są sami cichociemni.

    Wśród autorów można znaleźć zarówno znane nazwiska, np. Kazimierza Iranka-Osmeckiego („Makary„), „Heller„, Tadeusza Rungego („Witold„), Tadeusza Gaworskiego (”Lawa”), Adolfa Pilcha (”Dolina”), jak i te, które trudniej rozpoznać. Dodatkowe rozdziały poświęcono Józefowi Sławkowi Hartmanowi i Leopoldowi Okulickiemu. Książkę uzupełniają: lista komendantów i instruktorów kursów specjalnych, kurierów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przetransportowanych do Polski, cichociemnych zrzucanych do innych państw. Znajduje się tutaj także wykaz skoczków przeszkolonych i zaprzysiężonych, gotowych do misji w kraju. Pozycję kończą natomiast indeksy nazwisk i pseudonimów oraz nazw geograficznych.

    Autorzy podzielili swoją pracę na jedenaście rozdziałów, tematycznie i chronologicznie. Początkowe przedstawiają nabór, szkolenie, pierwsze skoki spadochronowe. Następne to zrzut do okupowanej Polski, nawiązanie łączności oraz te, zatytułowane Walka bieżąca i Wywiad. Dalsza część Dróg Cichociemnych najbardziej mnie zainteresowała, bowiem opowiada ona o akcji „Burza”, Powstaniu Warszawskim. Autorzy kończą bohaterską epopeję rozdziałem o smutnym tytule: Kraty i druty. Dość powiedzieć, że mówi on nie tylko o niemieckich „kratach i drutach”, ale również o więzieniach w Polsce wyzwolonej przez Sowietów.

    Ludwik Warchuła („Ignac”) wspomina:

    „Ósmy miesiąc siedzę w więzieniu. Bez krat dane mi było przeżyć tylko tydzień w „wolnej i oswobodzonej” Polsce. Gdy mnie uwięzili, przez okienko mej celi widziałem najpierw, jak mróz pętał ziemię i padały śniegi; potem zaspy stopniały, zjawiły się pączki i rozwinęły w liście. Lato było w pełni, a ja wciąż siedziałem.

    Gorzkie to i smutne… Tak komunistyczny twór, zwany Polską Ludową, rządzony rękami zdrajców i sprzedawczyków, odwdzięczał się prawdziwym bohaterom.

    Jak już wcześniej wspomniałem, szczególnie zainteresowały mnie rozdziały mówiące o otwartej walce polskiej armii podziemnej z okupantem podczas akcji „Burza” oraz w trakcie Powstania Warszawskiego. Bardzo zajmującym tekstem jest Ostatni akt Kazimierza Iranka-Osmeckiego, traktujący o kulisach podjęcia rozmów kapitulacyjnych oraz o podpisywaniu samego aktu. Inną pasjonującą opowieścią jest tekst „A.N. Curie” Antoniego Pospieszalskiego pt. Z misją brytyjską w Polsce, mówiący o jedynej brytyjskiej misji obserwacyjnej zrzuconej do Polski dopiero pod koniec grudnia 1944 r.

    Należy podkreślić, że Polacy zabiegali o nią już w lutym 1944, kiedy konflikt na froncie wschodnim zaczął ogarniać przedwojenne granice II Rzeczypospolitej. Prośby o tę interwencję nasiliły się tuż przed walką Powstania Warszawskiego oraz w jej trakcie. Niestety rząd brytyjski wahał się z wysłaniem swoich obserwatorów, ponieważ teren Polski to był „sowiecki teatr wojny„. Rozterki Brytyjczyków były na tyle silne, że dopiero 26 grudnia 1944 r. zrzucono pięć osób w pobliżu Żarek pod Częstochową. Uczestnicy tej misji spotkali się z ówczesnym komendantem AK – gen. L. Okulickim „Niedźwiadkiem„. Mieli także możliwość przeprowadzenia rozmów ze zwykłymi partyzantami z AK, AL, NSZ oraz z radzieckimi skoczkami spadochronowymi. Po przetoczeniu się frontu, 17 stycznia 1945 r., oddali się w ręce Rosjan. Uznano ich za szpiegów, aresztowano i uwięziono, potem przewieziono do Moskwy. Dopiero tam członkowie „spóźnionej” misji zostali umieszczeni w ambasadzie brytyjskiej. Choć misja była właściwie nieudana – spóźniona o rok, tylko jedna!, przeprowadzona w czasie, kiedy AK była praktycznie po wielkich walkach, tj. po ”Burzy” i powstaniu w Warszawie, to jej uczestnicy tak podsumowali swoje posłannictwo:

    „To jednak można o wynikach naszej misji powiedzieć, że trzech chłodno sceptycznych brytyjskich oficerów przerobiła na zażartych wielbicieli wszystkiego co polskie.

    Styl autorów wspomnień zaprezentowanych w książce jest bardzo dobry – nie ma więc obawy przed nudą podczas czytania. Warto zaznaczyć, że są to relacje bezpośrednich świadków wydarzeń, przez co publikacja dodatkowo zyskuje jako źródło historyczne.

    Książka Drogi Cichociemnych to lektura dla każdego pragnącego poznać specyfikę walki i codziennego życia polskich cichociemnych. Czytelnicy zainteresowani II wojną światową, walką konspiracyjną w okupowanym kraju i ogólnie historią Polski znajdą wiele interesujących informacji. Polecam.





    Najsłynniejsi z polskich katów.

    Aleksander Drej

    Aleksander Drej jest ostatnim katem, którego tożsamość została podana do wiadomości publicznej. Drej pełnił funkcję kata przez 10 lat, od 1947 do 1957 roku. W tamtym czasie wykonywał wyroki nie tyle na seryjnych mordercach, co wprost przeciwnie, ludziach zupełnie niewinnych. Z ręki Dreja zginęło wielu żołnierzy wojska podziemnego, głównie AK oraz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

    Drej wykonywał egzekucje poprzez strzał w tył głowy. Na liście jego ofiar znajduje się choćby major Zygmunt Szendzielarz, pseudonim Łupaszka, dowódca 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej oraz siedmiu członków IV Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Drej za swoje zasługi dla państwa polskiego dostał premię wynoszącą 30 tysięcy złotych.

    Piotr Śmietański

    Piotr Śmietański był jednym z najsłynniejszych katów okresu stalinowskiego, który wykonywał egzekucje bojowników podziemia. Z jego rąk zginął rotmistrz Witold Pilecki, żołnierz Armii Krajowej, który sam dał się złapać, by wejść do obozu Auschwitz i zebrać informacje o warunkach w nim panujących.

    Śmietański, nazywany też "katem z Mokotowa", nieoczekiwanie zniknął w 1950 roku, a wszystkie jego dane personalne zostały usunięte z oficjalnych dokumentów. Przypuszcza się, że zmarł na gruźlicę, jednak nie jest to pewna informacja. Choć niewiele wiadomo na jego temat, to raczej pewne jest, iż pochodził z prostej i ubogiej rodziny. Bardzo wcześnie zakończył swoją edukację i całkowicie poświęcił się pracy w UB. Miał problemy z pisaniem, nawet protokoły wykonania wyroku pokazują, że był ledwie piśmienny.

    To właśnie Piotr Śmietański wykonywał wyroki na żołnierzach wyklętych. Jednego dnia, 7 marca 1949 roku, z jego ręki zginęli: Hieronim Dekutowski, Jerzy Miatkowski, Tadeusz Pelak, Edmund Tudruj, Arkadiusz Wasilewski, Roman Groński i kapitan Stanisław Łukasik. Za pozbawienie życia jednego więźnia otrzymywał tysiąc złotych, podczas gdy pensja nauczycielska w tym okresie wynosiła sześćset złotych.

    Jan Młynarek

    Jan Młynarek był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa i jednym z najważniejszych katów czasów PRL. Wykonywał wyroki śmierci w okresie stalinowskim, od 1945 do 1952 roku. Był naczelnikiem aresztu śledczego w Poznaniu oraz bardzo często dowodził plutonem egzekucyjnym. Wiele z jego ofiar zginęło zamordowanych w lasach pod Poznaniem.

    Młynarek najprawdopodobniej wykonał kilkadziesiąt wyroków śmierci, z czego wiele osobiście. Według zeznań osób, które miały z nim styczność, uwielbiał zabijać, a także znęcać się nad więźniami. Z jego ręki zginęli tacy ludzie jak porucznik Jan Kempiński, dowódca antykomunistycznego podziemia z terenów Wielkopolski, ale też Władysław Rachel, który zawinił tylko tym, że udzielił noclegu oddziałowi Madaja, członkom konspiracji wielkopolskiej.

    Jak wspominał cytowany przez Głos Wielkopolski ks. Lewandowski, który był świadkiem blisko trzydziestu z co najmniej 112 wyroków śmierci wykonanych w Poznaniu w okresie stalinowskim, zabijanie było dla Młynarka rodzajem "hobby": "Gdy samochód zatrzymywał się przy lesie, Młynarek szedł przodem, szukając odpowiedniego miejsca. Później przepuszczał nas i strzelał w tył głowy".

    Krótko po zwolnieniu z UB został dyrektorem Powiatowego Zakładu Mleczarskiego w Turku. Od lat 70. XX wieku do końca życia mieszkał ponownie w Poznaniu na osiedlu Rataje. W uznaniu "zasług" za walkę z podziemiem niepodległościowym w latach 1945-1947, w roku 1985 został uznany kombatantem Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Zmarł w roku 1990, nigdy nie osądzony żadnym ziemskim wyrokiem.

    Źródło : http://niewiarygodne.pl/gid,15879197,img,15880589,kat,1017185,page,2,title,7-najslynniejszych-polskich-katow,galeriazdjecie.html


    Czy ktokolwiek z oprawców: śledczych, prokuratorów, sędziów, którzy brali udział w śledztwie i procesie przeciwko „Zaporze”, poniósł jakąkolwiek odpowiedzialność karną?

    Niestety nie… W 1996 r. w procesie słynnego płk. MBP Adama Umera vel Humera na karę 7,5 roku więzienia skazany został Eugeniusz Chimczak; nie siedział jednak ani jednego dnia w wiezieniu ze względu „na stan zdrowia”, jak podała prasa. Jednak chyba nie był aż tak chory, gdyż zmarł… rok temu. Kędziorę skazano dopiero w 2012 r. na 3 lata więzienia.

    Przed sądem majora Dekutowskiego skarżył prokurator kpt. Piotr Malik, a wyrok śmierci w imieniu WSR wydał sędzia mjr Piotr Badecki. Egzekucję na majorze zarządził wiceprokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej mjr. Stanisław Cypryszewski; przy egzekucji miał być obecny naczelnik więzienia mokotowskiego kpt. Alojzy Grabicki, a strzelał kat, sierż. Piotr Śmietański. Badecki, Cypryszewski i Śmietański zmarli jeszcze w czasach PRL, a Grabicki dożył 1990 r. Nikt go jednak nie niepokoił.

    Również sędziów z reżimowego Najwyższego Sądu Wojskowego, którzy nie uwzględnili apelacji skazanych, tj. ppłk. Józefa Dziowgo, ppłk. Alfreda Janowskiego oraz ppłk. Józef Wareckiego, a właściwie Warenhaupta, nie spotkały żadne przykrości, a wolnej Polski dożył Dziowgo.

    Jak z tego widać sądy tzw. III RP okazały się bezwolne, szczególnie i nad wyraz pobłażliwe dla komunistycznych zbrodniarzy i zwyrodnialców oraz ich tajnych współpracowników.

    Rozmowa z dr. Krzysztofem A. Tochmanem
    Żródło: http://www.pch24.pl/zapora-i-cichociemni-,15918,i.html



    Artykuły historyczne
    Materiały prasowe


    Źródło :

    http://podziemiezbrojne.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?862265
    http://wykleci.ipn.gov.pl/zw/historia
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Wykl%C4%99ci
    http://www.fundacjapamietamy.pl/artykuly-historyczne
    http://www.nowastrategia.org.pl/ksiazka-o-zolnierzach-wykletych-za-darmo/
    http://www.pch24.pl/zapora-i-cichociemni-,15918,i.html




    Góra   Główna   Szkolenie spad.   Galeria   Historia powstania WPD    Sklepy    Historia OSS

    Commando  Cichociemni   Historia spadochroniarstwa   8 Pułk Ułanów   Galeria ułanów

    Galeria Ułani III    Album Ułani 1932     Historia Ludwinowa     Historia Biskupic

    Ci którzy odeszli podczas wykonywania obowiązków służbowych